Zaucha i Wodecki w "Bibliotece z Pasją" w Gdyni

Biografie Andrzeja Zauchy i Zbigniewa Wodeckiego były głównym tematem spotkania w Bibliotece z Pasją. Przyjrzeliśmy się im przez pryzmat książek napisanych przez Jarosława Szubrychta (po prawej) i Kamila Bałuka (w środku).
Biografie Andrzeja Zauchy i Zbigniewa Wodeckiego były głównym tematem spotkania w Bibliotece z Pasją. Przyjrzeliśmy się im przez pryzmat książek napisanych przez Jarosława Szubrychta (po prawej) i Kamila Bałuka (w środku). fot. mat. prasowe/ Biblioteka Gdynia

Jeden miał zostać kajakarzem, drugi skrzypkiem. Pierwszego pochłonął wokal i perkusja, a w życiu drugiego filharmonię zastąpiła scena estradowa. Bohaterami drugiej części cyklu "Życie codzienne i niecodzienne w biografii i literaturze faktu" Biblioteki Gdynia były dwie legendy polskiej sceny muzycznej: Andrzej Zaucha i Zbigniew Wodecki, którym przyjrzeliśmy się przez pryzmat biografii napisanych przez Jarosława Szubrychta i Kamila Bałuka.



Zobacz spotkania autorskie w Trójmieście w październiku


Literacko-muzyczna debata Wodecki i Zaucha. O biografiach i muzyce odbyła się w Bibliotece z Pasją. Spotkanie poprowadziła Hanna Łozowska, a na polski język migowy tłumaczył je Bohdan Mroczek. Gośćmi byli Jarosław Szubrycht, autor książki "Życie, bierz mnie. Biografia Andrzeja Zauchy" oraz Kamil Bałuk, który wraz z Wacławem Krupińskim napisał książkę "Wodecki. Tak mi wyszło".

Recenzje książek z Trójmiasta



Zaucha: skazany na muzykę



Autorzy biografii tych dwóch wielkich polskich muzyków starali się przede wszystkim pokazywać, że losy Zauchy i Wodeckiego splatały się na różnych etapach życia, prywatnie znali się i lubili, choć byli zupełnie różni i pochodzili z różnorakich domów. Podczas rozmowy poznaliśmy najważniejsze wydarzenia z życia muzyków, ich dzieciństwo, młodość i drogę do kariery.

- Andrzej Zaucha był skazany na muzykę, choć nie miał formalnego wykształcenia. Urodził się jednak z muzyką, bo z jednej strony jego wujowie z rodziny matki mieli orkiestrę wiejską, która pełniła obowiązki przy lokalnych obrzędach, czyli pewnie przygrywała na weselach i pogrzebach, ale też w ciepłe weekendowe popołudnia grywała nad Wisłą do potańcówek, na które schodzili się mieszkańcy wsi i okolic. Z drugiej strony ojciec Zauchy był perkusistą, grywającym w lokalach krakowskich, więc Andrzej nasiąkał muzyką od urodzenia, choć był amatorem w takim znaczeniu, że żadnej szkoły nie skończył ani nawet nie zaczął - opowiadał autor biografii Zauchy - Jarosław Szubrycht.
Dowiedzieliśmy się też, że piosenkarz nie został zecerem, a mogło tak być, bo chodził do szkoły zecerskiej, po tym jak go wyrzucono z innej szkoły średniej. Nie został również kajakarzem, a był w tym dobry, trenował kajakarstwo i w ciągu kilku lat wygrywał wszelkie zawody, w tym trzykrotnie mistrzostwa Polski. Jako muzyk zaczynał od grania na perkusji.

Przeczytaj także: Przybylska, Wałęsa, Tusk, Krauze i inni - inspirujące biografie

Wodecki: muzyk klasyczny z tradycjami



Zbigniew Wodecki, co prawda, też został wyrzucony ze szkoły średniej, a Kraków był ich wspólnym miastem rodzinnym i obaj mieli do czynienia ze sceną muzyczną tamtego czasu, czyli lat 60. i 70. (jest między nimi tylko rok różnicy: Wodecki urodził się w 1950, a Zaucha w 1949 roku), to jednak pochodzili z innych środowisk, bo Wodecki wychowywał się w muzycznej rodzinie.

- Wodecki już jako 6-latek grał na skrzypcach i występował publicznie. Miał tradycje muzyczne znakomite, bo i mama, i tata, i w zasadzie cała rodzina grała i śpiewała. Jego kariera była więc potencjalnie karierą muzyka klasycznego, jak mówiła jedna z jego nauczycielek, zapowiadał się na solistę skrzypcowego. Tak było do czasu, gdy mając 16 lat, poznał pod szkołą na papierosie Marka Grechutę, który powiedział mu o zespole Anawa. Wtedy te wielkie sale i wizja zostania drugim Paganinim zaczęły się oddalać, choć skrzypce zawsze były dla niego ważne - mówił współautor biografii Wodeckiego - Kamil Bałuk.

Muzyczne kariery w PRL-u



Autorzy obu książek opowiadali o tym, jak kariery Zauchy i Wodeckiego się toczyły i barwnie przywoływali różne anegdotki z ich życiorysów. Dowiedzieliśmy się m.in o tym, że w tamtych czasach wyjazdy zagraniczne nie były rozwojowe, tylko dla zarobku, można wręcz powiedzieć, że to był krok wstecz dla kariery muzyka.

- Jednak granie do kotleta i te wszystkie - jak to dziś powiedzielibyśmy - chałtury wymagały i tak dużych kompetencji, ponieważ rozrywkowy repertuar tamtych czasów, czyli rzeczy Stevie Wondera czy Burta Bacharacha itp. były muzycznie bardzo zaawansowane - zapewniał Szubrycht.
Dla muzyków to był prawdziwy poligon doświadczalny. Zaucha po swoich doświadczeniach zagranicznych wrócił do Polski jako "gotowy" muzyk i radził sobie z każdą publicznością i każdym repertuarem. Piosenkarz dostawał bardzo dużo różnych propozycji, bo - jak twierdzi jego biograf - był fajnym człowiekiem, dobrym kumplem, a do tego sprawnym muzykiem. Ten eklektyzm muzyczny nie zadziałał jednak na jego korzyść. Niekonsekwencja artystyczna spowodowała, że jego wizerunek był niespójny.

Musimy jednak pamiętać, że to były zupełnie inne czasy, niesprzyjające rozwojowi kariery muzycznej. Mało który artysta miał managera czy producenta, który zaopiekowałby się artystycznie danym twórcą. Wydawanie płyt było chaotyczne, nie dało się kariery zaplanować. Jakiś decydent decydował o nagraniu płyty, ale i o tym, co na niej będzie.

Przeczytaj także: Zaczytane Trójmiasto. Polecamy książki biograficzne

Wciąż żywa pamięć i wciąż żywa muzyka



Jarosław Szubrycht zapytany o najbardziej medialny element biografii Zauchy, czyli jego zabójstwo, powiedział:

- Pamięć o Zausze, zafałszowana przekazami medialnymi, co roku powtarzanymi i skupionymi wyłącznie na tym wydarzeniu, sprawia, że jest on kojarzony praktycznie tylko z tym. To jeden z powodów, dla których chciałem napisać tę książkę. Nie bez przyczyny słowo "życie" jest w tytule, bo jest to książka o życiu. Oczywiście nie mogłem od tego uciec i nie chciałem unikać tego, jak to życie się zakończyło czy jak zostało bardzo wcześnie, brutalnie zakończone, natomiast nie chciałem, żeby ta historia była opowiadana przez pryzmat tego zdarzenia, żeby ono dominowało, ciążyło. Interesowało mnie całe jego życie i te konteksty, które starałem się pozbierać. W ostatnim rozdziale starłem się dokonać jedynie rekonstrukcji zdarzeń, jak najbardziej rzetelnie i to wszystko - mówił biograf.
Publiczność chętnie wzięła udział w dyskusji i padło kilka pytań, w tym o to, co powoduje, że twórczość Wodeckiego i Zauchy jest wciąż żywa, dlaczego młodzi po to sięgają. Goście odpowiedzieli, że każde pokolenie ma inne, własne drogi dojścia do tej twórczości. Szubrycht - urodzony w latach 70. inaczej pamięta przeboje tych artystów, a Bałuk - urodzony pod koniec lat 80. zupełnie inaczej. Jedni kojarzą "Pszczółkę Maję", "Gumisie", czy "Przybyszów z Matplanety", inni z kolei hity jak "Chałupy welcome to" czy "Byłaś serca biciem", albo bardziej ambitne utwory. Niektóre piosenki się mocno zestarzały, inne mają patriarchalno-seksistowski wydźwięk, bo takie to były czasy. Tym kwestiom też poświęcono sporą część rozmowy.

Przeczytaj także: Życie z Peweksu, czyli o luksusie w PRL-u

Królowie życia



Jedno jest pewne - i Zaucha i Wodecki to dziś legendy, ikony polskiej muzyki.

- Mieli taką wspólną cechę, że byli wesołymi królami życia, a nie smutnymi poważnymi wymądrzającymi się panami, co w ich pokoleniu było dominującym sznytem telewizyjnego celebryty. Dawali się lubić, a muzycznie to była momentami klasa światowa - twierdził Kamil Bałuk.
Potwierdzał to drugi gość: jakość tej muzyki, kompozycje i wykonanie sprawiały, że były i nadal są to świetne numery, a na imprezach będą stale grane. Te utwory są wciąż interpretowane na nowo przez nowe pokolenia - przywołano projekt Mitch & Mitch z Wodeckim, interpretacje Zauchy w wykonaniu Kuby Badacha, są też samplowane przez raperów, jak np. Sokół (Zaucha) i wykonywane przez wielu innych np. Sławka Uniatowskiego. Wydany został ponadto 3-tomowy śpiewnik z utworami Zauchy - znalazło się tam około 250 piosenek, a nowe wciąż są odkrywane.

W czasie debaty można było kupić książki, dostarczone przez gdyńską, kameralną księgarnię Vademecum. Spotkanie było również transmitowane online i jest dostępne w formie nagrania na stronie fb Biblioteki.

Przeczytaj także: Możdżer gra nieznanego Wodeckiego. Wyjątkowa płyta polskich jazzmanów

Kamil Bałuk - absolwent MISH UWr., socjologii, filologii niderlandzkiej i dziennikarstwa oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Publikował m.in. w "Dużym Formacie", "Przekroju", "Wysokich Obcasach". Kilkukrotnie nominowany do Nagrody Newsweeka im. Teresy Torańskiej. Autor książki reporterskiej "Wszystkie dzieci Louisa" i współautor biografii "Wodecki. Tak mi wyszło". Współpracuje z Instytutem Reportażu w Warszawie, wykłada w Polskiej Szkole Reportażu.

Jarosław Szubrycht - dziennikarz muzyczny "Gazety Wyborczej", redaktor naczelny magazynu "GAMA. Nowa Gazeta Magnetofonowa". Autor wywiadu rzeki z Marylą Rodowicz "Wariatka tańczy" oraz biografii Czesława Mozila i zespołów Vader i Slayer. 29 września nakładem wydawnictwa Literackiego ukazała się napisana przez niego pierwsza kompletna biografia Andrzeja Zauchy "Życie. Bierz mnie".

Hanna Łozowska - kuratorka wydarzeń literackich, doktorantka literaturoznawstwa, studentka Polskiej Szkoły Reportażu. Na co dzień opiekunka programów literackich w Gdańsku, związana także z Agencją autorską Opowieści. Zajmuje się portretowaniem rynku pracy w najnowszym polskim reportażu literackim. Prowadzi bloga "Halo, książki".

Opinie (9) 8 zablokowanych

  • Dwóch wielkich z pięknym głosem,szkoda że Zaucha tak szybko tragicznie odszedł a i Wodecki mógł jeszcze pożyć,takich wirtuozów dzisiaj już niestety nie ma.Szkoda że artykuł po fakcie.

    • 11 0

  • Nierząd wwśród muzyków

    Tylko uczciwość w życiu da muzyke dobrą

    • 1 1

  • Wodecki 1szy bard pzpr

    :(

    • 0 3

  • (3)

    Wspaniali Artyści z Krakowa ... Nie wyobrażam sobie dnia bez ich muzyki i głosów

    • 0 0

    • (2)

      Taak, na pewno codziennie słuchasz jednego i drugiego, już ci wierzę.

      • 0 0

      • A czemu nie? (1)

        • 0 0

        • ależ jasne hahaha

          • 0 0

  • Śmierć Pana Wodeckiego

    Była dla mnie szokiem ..... Zawsze emanował mega pozytywną energią ... No cóż każdy z nas prędzej czy później

    • 0 0

  • Najpiękniejsze i najbardziej wyraziste głosy w Polskiej muzyce rozrywkowej ever ..... i setki lat nie będzie następców!

    Te cienkie bolki z top list nawet promila umiejetności nie mają. I nie mam 70 lat tylko 45 i coś tam wiem o muzyce

    • 2 1

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Jarmark Bożonarodzeniowy
Jarmark Bożonarodzeniowy
jarmark
lis 19-24.12
g. 12:00 - 20:00
Gdańsk, Targ Węglowy
Aga Zaryan Christmas Songs
Aga Zaryan Christmas Songs
kolędy i pastorałki
gru 12
niedziela, g. 19:00
Gdańsk, Stary Maneż
Tymek
Tymek
hip-hop
gru 16
czwartek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

Gdański Festiwal Teatrów Plenerowych i Ulicznych to w skrócie: