Wiadomości

stat

Irek Wojtczak: "Stingowi bym nie odmówił"

Teledysk do utworu "Tonicato" stworzyła Izabela "Izes" Sawicka.


- Gdy złapałem bakcyla ćwiczyłem kilka godzin dziennie pod prysznicami, w kiblach i po piwnicach. Nie odpuszczałem i prułem akademickie ściany. Ludzie w akademikach mieli mnie serdecznie dość. Zaś ostatnie trzy lata spędziłem na wyrzucaniu moich dotychczasowych przyzwyczajeń z głowy. Teraz mogę grać na czysto, to znaczy bez zbędnych ideologii - mówi Irek Wojtczak, trójmiejski saksofonista i kompozytor, który właśnie opublikował album "Bee's Knees".



Irek Wojtczak - wolny elektron, improwizator.
Irek Wojtczak - wolny elektron, improwizator. mat. prasowe
"The Bee's Knees" została wydana przez Sopocką Odessę. W nagraniach udział wzięli: gitarzysta Kamil Pater, kontrabasista Adam Żuchowski i perkusista Kuba Staruszkiewicz
"The Bee's Knees" została wydana przez Sopocką Odessę. W nagraniach udział wzięli: gitarzysta Kamil Pater, kontrabasista Adam Żuchowski i perkusista Kuba Staruszkiewicz fot. Jacek Staniszewski
Czy muzyka potrzebuje agresywnego marketingu?

tak, bez tego nikt sobie nie poradzi

29%

dobra muzyka poradzi sobie bez nachalnej reklamy

71%
Borys Kossakowski: "Bee's Knees" ma co najmniej dwa znaczenia. Pierwsze: to coś świeżego, świetnego, oryginalnego. Drugie to pępek świata. Wymowa zaś przypomina słowo business czyli biznes. Zgadzasz się z tym?

Irek Wojtczak: Pierwsze znaczenie jest najbliższe klimatowi tej płyty, która jest zarówno świeża, elegancka, jak i oryginalna. Choć z początku myślałem, że będzie bardziej agresywna. Tytuł powstał dzięki Przemkowi Dyakowskiemu, który przypadkiem odwiedził mnie podczas komponowania tytułowego utworu. Ubrany był elegancko, w garnitur, krawat i saksofon w ręku. Po prostu mucha nie siada. I taki tytuł sobie zapisałem. Bee's Knees.

A jesteś pępkiem świata? Czasami jak mówisz to przymykasz oczy, jakbyś był skupiony tylko na sobie. Jakby nic innego nie istniało.

Świat jest zbyt wielki, a człowiek zbyt mały, żeby czuć się jego pępkiem. A moje zamykanie oczu to efekt jakiejś autohipnozy. Może otwarte oczy mnie rozpraszają?

Niech ci będzie. A biznes z tego będzie?

Gdybym chciał robić biznes, poszedłbym do biznesu. Mam wrażenie, że ci, którzy koncentrują się na sprzedaży własnej twórczości, mogą utracić na jakości swojego produktu. Wolę zachować balans. Robię to, co mnie najbardziej rajcuje i robię to od piętnastego roku życia, grając odgrywam i przygrywam zagrywki zgrywając się z tego. Nigdy nie myślałem tylko o biznesie, a jednak cały czas płynę, nie tonę. Życie nauczyło mnie elastyczności. Grałem wesela, musicale, rocka, jazz, folk, impro.

À propos elastyczności. Występowałeś równolegle z Krystyną Stańko, Grażyną Łobaszewską, Tymonem Tymańskim, Wojtkiem Mazolewskim i z Amerykanami Joe Fondą i Michaelem Stevensem. To zupełnie odległe światy. Jak to łączyłeś?

Zawsze zależało mi, żeby nie dzielić świata. Z jednej strony jest wykształcenie, a z drugiej intuicja. Uważam te cechy za niezbędne do rozwoju w każdej dziedzinie życia. Mam poczucie, że dopiero teraz właściwie zaczynam swoją przygodę z muzyką (powiedział czterdziestolatek). Ale nie chcę być utożsamiany z żadną niszą. Unikam trwałego uwikłania w jakiekolwiek stylistyczne czy estetyczne postawy. Chcę pozostać takim jakim jestem - wolnym od wszelkich zespołowych zobowiązań improwizatorem. Pozwala mi to grywać z bardzo różnymi muzykami i z dowolną częstotliwością.

Mógłbyś grać pop? Solówka Branforda Marsalisa w "Englishman in New York" stała się znana na całym świecie. A kto zna solowe dokonania tego saksofonisty?

Nie odmówiłbym Stingowi (śmiech). A wiesz dlaczego? Bo zawsze otaczają go świetni muzycy.

Łatwo jest utracić tożsamość grając wszystko i z każdym.

Trudno jest mieć frajdę grając wkoło to samo. Miles Davis nie utracił tożsamości, a grał przeróżne rzeczy. Do każdej muzyki możesz dodać swój własny głos i odcisnąć swoje własne piętno.

Większość ludzi zna cię jako tzw. sidemana, muzyka towarzyszącego. Jakim jesteś liderem?

Na scenie chcę, żebyśmy wszyscy razem byli liderami i brali za siebie odpowiedzialność. Wybieram zbiorową kreatywność zamiast muzycznej zgodności czy posłuszeństwa.

Płyta, którą nagrałeś jest elegancka, wykalkulowana, starannie zaplanowana. Ale ty taki nie jesteś. Jesteś spontaniczny i ruchliwy.

Tak miało być. Wcześniej dużo eksperymentowałem z nieprzewidywalnością w muzyce. Był tam Michał Gos, Freeyo z Wojtkiem Mazolewskim. Ale jedną ręką budując, drugą burzę i tym samym przygotowuję nowy obszar do następnych działań. Inspirowałem się muzyką XX wieku i kompozytorami takimi jak Schönberg, Reich, Monk, Messiaen. Dlatego jest tu dużo nietypowych, niejazzowych kompozycji. Ta płyta jest kolażem dźwiękowym i zapisem moich doświadczeń z ostatnich kilku lat.

Studiowałeś dyrygenturę. Jak zacząłeś grać jazz?

Studiowałem na jednym roku z Lechem Możdżerem. To on zaprosił mnie na pierwszą próbę z klarnetem do siebie na Żabiankę. Nie rozumiałem o co w tym chodzi. Nie miałem pojęcia o solówkach. Jak zobaczyłem koncert kwartetu Sikała-Paciorek-Mackiewicz-Olter to oszalałem. Zacząłem poznawać środowisko, pojawiałem się na próbach Miłości w starym Żaku, gdzie poznałem Tymona. Złapałem bakcyla i zacząłem ćwiczyć na saksofonie tenorowym. Ludzie w akademikach mieli mnie serdecznie dość. Ćwiczyłem pod prysznicami, w kiblach i po piwnicach. Wiedziałem, że nie jestem już nastolatkiem (miałem 22 lata) więc nie odpuszczałem i prułem akademickie ściany.

Jak długo to trwało?

To trwa do dziś. Tylko w odmiennym stylu. Ostatnie trzy lata spędziłem na wyrzucaniu moich dotychczasowych przyzwyczajeń z głowy. Jeśli chciałem zrobić nowy krok dla mojej muzyki, musiałem to zrobić. Teraz mogę grać na czysto, to znaczy bez zbędnych ideologii.

Muzyka popowa cię interesuje?

Jeżeli to więcej niż tylko białe tańczące kozaczki i zadyszka, to dlaczego nie? To właśnie pop zareagował najbardziej żywiołowo na dwudziestowieczną współczesną muzykę poważną. Sonic Youth, Radiohead, Bjork to wspaniali artyści.

Muzyka muzyką, ale przejdźmy do tego, co nas wszystkich najbardziej interesuje. Seks, drugs i rock'n'roll.

Kiedyś koncertowałem z międzynarodowym musicalowym bandem, z którym to graliśmy po całej Europie. Autokar, hotel, teatr i tak w kółko. Po miesiącu codziennego grania mieliśmy materiał tak obryty, że zaczęliśmy eksperymentować. Graliśmy po dobrej wódce, później upaleni, później jeszcze coś tam i sprawdzaliśmy na sobie, jak funkcjonuje pamięć, zdolności percepcyjne, czytanie nut. Piękne szczeniackie doświadczenie jak na tamte czasy. Po joincie miałem wrażenie, że totalnie nie stroiłem na saksofonie. Straszna męka i strach przed słuchaczami. Ale to była iluzja. Po odsłuchaniu nagrań okazało się jednak, że grałem dobrze. To był beztroski czas, w którym pozwalałem sobie na dużo więcej, ale to już przeszłość.

To był wesoły okres? Czy ciężka harówa?

Wesoły. Ale mało twórczy. To był biznes. Z moją żoną Lenką zarabialiśmy tam na mieszkanie.

Lubiłeś grać na weselach?

Kiedy ratowały moją egzystencję, tolerowałem to. Ale potem musiałem uciekać, bo groziło to alkoholizmem.

Mój ojciec ostrzegał mnie często przed środowiskiem artystycznym. Mówił, że przebywanie w nim grozi wpadnięciem w nałóg tytoniowy, alkoholowy czy narkotykowy. A piją przecież wszystkie grupy zawodowe: kierowcy, stoczniowcy, profesorowie, piłkarze, nauczyciele i hydraulicy.

Dokładnie. Sklepy z alkoholem są otwarte dwadzieścia cztery godziny na dobę (śmiech). W nałogach żyje większość istot na tej planecie i bez nich byłoby im smutno. Może ten podział na artystów i nie artystów jest niekonieczny? Miłość jest miłością, nienawiść to nienawiść. To emocjonalne stałe, które są takie same w każdym z nas.

Częściej grasz jako gość niż jako lider. Nie jest ci przykro z tego powodu?

Nie. Otrzymałem dar, talent który muszę rozwijać i dzielić się tym z ludźmi. Sprawia mi to wielką frajdę i niech tak zostanie - mucha nie siada.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

stycznia

9. Dni Muzyki Nowej Gdańsk, Klub ŻAK

31

stycznia

Waglewski Fisz Emade Gdańsk, Stary Maneż

03

lutego

Tango Show Gdańsk, Filharmonia Bałtycka

Kultura

Dzwony Katarzyny pożegnają prezydenta Adamowicza
Dzwony Katarzyny dla prezydenta
To ta piosenka wybrzmiała na Długim Targu podczas wiecu
Pieśn-hymn żałoby na Długim Targu

Kulinaria

Jemy na mieście: Ram Ram Ji to smaczne klasyki z Indii
Jemy na mieście: indyjski bar Ram Ram Ji

Planuj z nami tydzień

Planuj Tydzień: czas smutku i zadumy
Planuj Tydzień: czas smutku i zadumy

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane