Wiadomości

stat

Janek Traczyk: cena za bycie sobą w telewizji jest wielka

Jest artystą wszechstronnym, ale najbardziej marzy mu się wydanie płyty z autorskim materiałem. Janek Traczyk wystąpi 18 maja w Zatoce Sztuki.

- Często cena za bycie sobą jest wielka, ale według mnie warta zapłacenia. Przyznam jednak, że faktycznie - programy sporo mi pomogły w wypromowaniu się, poznałem masę fantastycznych ludzi, co też jest dla mnie ogromną wartością - mówi Janek Traczyk - wokalista i kompozytor, aktor musicalowy, uczestnik licznych telewizyjnych talent shows (m.in. "Twoja Twarz Brzmi Znajomo"), który w piątek 18 maja zaśpiewa i zagraZatoce Sztuki.



Ewa Palińska: Polecę stereotypami - mali chłopcy marzą o tym, żeby zostać strażakami, policjantami czy superbohaterami. Kim chciał w przyszłości zostać mały Janek Traczyk?

Janek Traczyk: Hmm. Żebym to ja pamiętał. Coś kiedyś było o strażaku, o sportach wspinaczkowych. Później była faza na piłkę nożną, ale rodzice wybili mi to z głowy mówiąc, że jak będę za dużo grał głową, to będę od tego głupszy (śmiech). Przeszedłem okres fascynacji jazdą konną, jednak z wielu przyczyn nie udało mi się tego sportu uprawiać zawodowo, więc zostałem instruktorem jeździectwa.

W szkole muzycznej ukończyłeś klasę piosenki, ale przysłuchując się twojej grze na fortepianie trudno mi uwierzyć, że nie uczyłeś się tego wcześniej.

Zacząłem od własnych prób grania na pianinie zasłyszanych w radiu czy telewizji melodii. Później były zajęcia z keyboardu u pani Marii Piekarek, która zmotywowała mnie, żebym zdawał do szkoły muzycznej na piosenkę, a następnie, kiedy już opanuję teorię muzyki, na kompozycję. Nie robiłem podstawówki muzycznej, więc do nadrobienia miałem m.in. kształcenie słuchu oraz całą resztę dziedzin, które wykraczały poza zwyczajną umiejętność grania czy śpiewania, a z którymi wcześniej nie miałem nic wspólnego.

Jak godziłeś naukę w szkole muzycznej z typowo chłopięcymi rozrywkami? Nie obawiałeś się, że podczas gry w piłkę złapiesz kontuzję, która zaprzepaści twoje marzenia o karierze muzycznej?

Nigdy nie przejmowałem się tym, że mogę złamać palec czy coś w tym rodzaju - stanowiłoby to problem być może dla profesjonalnych, koncertujących pianistów, a dla mnie pianino zawsze było narzędziem do komponowania i akompaniowania samemu sobie. Bez jednego palca też bym sobie przecież zaakompaniował, więc się tym nie martwiłem. Wiele lat zajęło mi natomiast opanowanie umiejętności dbania o własny głos - poznania czynników, które powodują, że jednego dnia ma się lepszą formę, a innego gorszą. W moim przypadku znajomość higieny głosu i posiadanie wiedzy, która pozwoli mi o nią zadbać, jest ogromnie ważna.

Zobacz też: Czy artysta to zawód z przyszłością?

Sława Przybylska to jedna z najbardziej udanych kreacji Janka Traczyka w telewizyjnym show Twoja Twarz Brzmi Znajomo.

Telewizja kusi - oferta teleturniejów, które dają młodemu człowiekowi możliwość "wybicia się" jest imponująca. Jak wspominasz swój telewizyjny debiut w talent show? Jakie miałeś względem niego oczekiwania?

Chciałem się sprawdzić, pokazać. Zawsze marzyłem o tym, żeby mieć fanów, którzy będą śledzili moje działania, kochali mnie za to, co robię i kim jestem, którzy będą nadawali sens moim działaniom. Wiedziałem też, że takie miejsca mogą mnie wiele nauczyć, więc potrzeba zgromadzenia nowego doświadczenia też była istotna.

A jakie okazały się realia? Czym telewizja cię zachwyciła, a co ci się nie spodobało? Zakładam, że plusów jest znacznie więcej, skoro podobnych programów zaliczyłeś sporo. Opłaciło się?

Na pewno nie spodobała mi się duża doza sztuczności w tych programach. Często nadrzędną wartością jest tam puste efekciarstwo, a wartości, do których trzeba dochodzić trochę dłużej często nie są dostrzegane. Na początku nie potrafiłem być sobą w takich miejscach. Wydawało mi się, że muszę się zachowywać w jakiś konkretny sposób, być wyluzowany, fajny itd. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem, że nie czuję się z tym dobrze i nie o to mi w życiu chodzi, żeby kogoś udawać. Często cena za bycie sobą jest wielka, ale według mnie warta zapłacenia. Przyznam jednak, że faktycznie - programy sporo mi pomogły w wypromowaniu się, poznałem masę fantastycznych ludzi, co też jest dla mnie ogromną wartością.

Po takim udziale w programie młodym ludziom "uderza palma do głowy" - rzucają studia, całą swoją uwagę koncentrując na kolejnych castingach. Ty zdecydowałeś się na podjęcie studiów w dodatku na bardzo trudnym kierunku. Co dały ci te studia?

Warsztat kompozytorski, pewne podejście do bycia kompozytorem - że to jest ciężka praca i wymaga wielu poświęceń. I tutaj - znowu - świetne znajomości.

Jak człowiek o twojej wrażliwości, mający do czynienia na co dzień z pięknymi musicalowymi melodiami, odnalazł się w świecie, którym rządziły zupełnie inne prawa harmonii? Nie bałeś się, że nasiąkniesz językiem muzycznym, który nie współgra z twoją naturą?

Na początku przeżyłem sporą fascynację takimi środkami i uznałem, że warto się z tym bliżej zapoznać, bo jest to zawsze dodatkowy element mojego warsztatu. A tak jak zresztą przewidywałem, na czwartym, piątym roku zacząłem wracać do muzyki, która jednak jest najbliższa mojemu sercu i moją pracą magisterską był musical.

Janek traczyk to nie tylko utalentowany wokalista i kompozytor, ale też aktor musicalowy, znany z ról m.in. w "Metrze", "Notre Dame de Paris" czy "Pilotach".

Do roli w musicalu przygotowujesz się przez kilka miesięcy. Do kolejnych występów w telewizyjnym show "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" znacznie krócej, a wyzwania były ekstremalne. Która metamorfoza okazała się dla ciebie najtrudniejsza?

Zdecydowanie pierwsza postać była największym wyzwaniem, bo po prostu była tą pierwszą, a  i stopień trudności był bardzo duży. Gdy przygotowywałem się do Ani Wyszkoni, musiałem opanować cały warsztat kobiecy, więc coś kompletnie nowego dla mnie. Do tego był to start w tym programie, więc stres towarzyszył mi ogromny.

Co dał ci udział w tym programie? Jak wpłynął na twój artystyczny rozwój?

Dał mi jakiś nowy dystans do siebie samego, masę nowych środków wokalnych, aktorskich czy ruchowych oraz koniec końców wpoił we mnie poczucie, że jednak najbardziej z tego wszystkiego to po prostu chcę być sobą.

Gwiazda wielu ludzi po takich programach przygasa, bo są jedynie odtwórcami, a nie twórcami. Kiedy nie mają już czego śpiewać i z kim występować, nie są w stanie artystycznie funkcjonować. Ty jesteś kimś, kogo Amerykanie określiliby mianem self-made mana - człowiekiem samowystarczalnym. Co jest dla ciebie ważniejsze - udział w fajnym musicalu czy możliwość koncertowania z własnym materiałem?

Zdecydowanie własne rzeczy - własne koncerty, najlepiej z jakimś wielkim składem instrumentalnym bądź z chórem - bądź własne spektakle. To jest dla mnie największe artystyczne katharsis. Miewałem takie momenty podczas swoich koncertów z zespołem, z własnym materiałem. Właśnie wtedy czułem na scenie kompletne szczęście.

Co przygotowujesz dla swoich fanów w najbliższym czasie?

Przede wszystkim nagram wreszcie swoją autorską płytę. Jesteśmy już prawie w połowie jej nagrywania, więc przewiduję, że na jesieni trafi do rąk słuchaczy.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (17)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

24

lipca

25

lipca

Globaltica 2018 Gdynia, Park Kolibki w Orłowie

27

lipca

Mikrokosmos Sopot, S.F.I.N.K.S 700

Kultura

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane