Wiadomości

stat

Ludzie Trójmiasta: dziewczyny od niemarnowania

Ola Kulińska i Gosia Cieślak są w stanie przekonać każdego, że zmiana naszego talerza, podwórka, miasta i świata zależy wyłącznie od nas samych.
Ola Kulińska i Gosia Cieślak są w stanie przekonać każdego, że zmiana naszego talerza, podwórka, miasta i świata zależy wyłącznie od nas samych. fot. Weronika Pochylska/Trojmiasto.pl

Wspólnie z Trójmiejskim Bankiem Żywności w 2016 roku przekazały 2000 ton żywności ponad 15 tysiącom potrzebujących. W kolejnym tekście z cyklu "Ludzie Trójmiasta" piszemy o Oli Kulińskiej i Gosi Cieślak - dziewczynach, które robią wiele, aby ludzie przestali marnować jedzenie. W poprzednim tekście pisaliśmy o Helenie Dmochowskiej - byłej suwnicowej Stoczni Gdańsk. W kolejnym reportażu przedstawimy Jarka Rebelińskiego, który wspólnie z niepełnosprawnymi podopiecznymi Gdańskiego Archipelagu Kultury tworzy wyjątkowy teatr.



Czy marnujesz w domu żywność?

nie, robię przemyślane zakupy i mądrze gospodaruję jedzeniem

30%

zdarza mi się kupić za dużo, a potem wyrzucić, bo nie zdążę/zapomnę zjeść

60%

nie znam umiaru w gotowaniu, często robię za dużo jedzenia, a potem wyrzucam

3%

tak, zdarza mi się to niemal codziennie

7%
Żeby nie oszaleć

Gdyński Grabówek, początek lata. Mały chłopiec nieśmiało podbiega do Oli, by z innymi dziećmi i dorosłymi pielić i podlewać społeczny ogród. Ta na pożegnanie ładuje mu do kieszeni cały stos ziół i seler. Po chwili malec wraca, bo jego mama stwierdziła, że na pewno okradł działkę i zaraz przyjedzie do nich policja. "Weź jeszcze jedną siatkę warzyw, a jutro wróć z mamą" - wrócili nieraz, wspólnie i w pełnej gotowości do pomocy. Otwarte Ogrody Gdyni to autorski projekt Oli - drobnej blondynki o ponadprzeciętnej energii życiowej i przenikliwym spojrzeniu. Pierwszym pomysłem na jego realizację, a jednocześnie inspiracją do działania, była zamknięta przestrzeń gdańskiego Brzeźna.

- Chodząc do pracy zawsze zastanawiałam się, dlaczego jest tutaj tyle siatek, ukrytych furtek i płotów. Dlaczego ludzie to robią? Może warto założyć ogród społeczny, w którym mogliby się poznać, zintegrować i otworzyć? - mówi jedna z bohaterek reportażu, Aleksandra Kulińska.
Kiedy pierwszy raz wypowiedziała ten pomysł na głos, usłyszała z lekkim niedowierzaniem: "Ale co, ziemniaki chcesz sadzić w środku miasta?". Chciała. Trzy tygodnie później zobaczyła film o społecznym ogrodnictwie w Warszawie i powiedziała do współpracowników "albo robię to z wami, albo sama!". Wystartowała.

Pomysł polega na zakładaniu warzywno-owocowych ogrodów społecznych z całkowicie wolnym dostępem. Każdy, kto zechce tam przyjść, może uprawiać żywność na własne potrzeby, jednocześnie budując sąsiedzkie relacje, poznając się i jak mówi Ola "spuszczając z tonu, bo grzebanie w ziemi integruje". To grzebanie uczy jeszcze jednego - że jeśli samodzielnie coś wyhodujesz, trudniej przychodzi ci wyrzucenie tego do śmieci, podobnie jak z wydawaniem własnych, okupionych ciężką pracą pieniędzy. Bardziej szanujesz jedzenie i zaczynasz się nad nim zastanawiać.

Wtedy w każdym z ogrodów (Grabówek, Oksywie, Ogród społeczny przy schronisku dla bezdomnych mężczyzn w Nowym Porcie zobacz na mapie Gdańska) wyrastają liderzy. Np. Mati, który przoduje w pielęgnacji dyń. W Banku Żywności krążą plotki, że jego planowana zupa dyniowa dla wszystkich z ogrodowej "drużyny" nie zmieści się nawet w sporej sali gimnastycznej. Albo 10-letni Kacper, który zawsze wita Olę szerokim uśmiechem na twarzy, konewką w dłoni i pytaniem "no to jak, kiedy podlewamy?!". Lokalne społeczności skupione wokół ogrodu spotykają się coraz częściej - na organizowane przez Olę i spółkę warsztaty kulinarne czy te z budowania szałasów.

- Wierzymy, że z czasem ci ludzie polubią się na tyle, że nie będziemy potrzebne jako pretekst do spotkania - tłumaczy Ola.
Chcesz się podzielić z nami swoją historią? A może znasz kogoś, o kim powinniśmy napisać? Czekamy na maile: ludzietrojmiasta@trojmiasto.pl


Dlaczego ogrody powstały właśnie w tych lokalizacjach, daleko od biura Trójmiejskiego Banku Żywności?

- Lubimy wyzwania i tak podeszłyśmy do dzielnic, które często są traktowane jako "trudne". Ogród w rewitalizowanym obecnie Oksywiu stworzyliśmy za szkołą rzemieślnictwa, przekształcaną na dom sąsiedzki (przy ul. inż. Jana Śmidowicza 49 zobacz na mapie Gdyni). Zastaliśmy tam szarobury budynek, którego okolice chcieliśmy trochę... pokolorować. Chodziliśmy po osiedlu, rozmawialiśmy z ludźmi i tłumaczyliśmy, dlaczego warto przyjść i potowarzyszyć nam w tworzeniu wspólnego ogrodu. Małymi krokami, ale udało się!
Jeśli samodzielnie coś wyhodujesz, trudniej przychodzi ci wyrzucenie tego do śmieci, podobnie jak z wydawaniem własnych, okupionych ciężką pracą pieniędzy. Bardziej szanujesz jedzenie i zaczynasz się nad nim zastanawiać.


Ogród w Grabówku powstał przy Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej przy ul. Grabowo 2 zobacz na mapie Gdyni. Ola i Gosia zgodnie przyznają, że uwielbiają ludzi, którzy tam pracują. Są innowacyjni, otwarci, lubią ludzi. Dlatego Ola pomyślała, że to doskonała okazja, by zburzyć granice między urzędnikami a "klientami" MOPS-u.

Jeszcze dwa lata temu jej praca polegała na samotnym tłumaczeniu bułgarskich tekstów w domowym zaciszu. Nawet nie zauważyła, kiedy noc zaczęła się zlewać z dniem:

- Stwierdziłam, że jeśli teraz nie wyjdę z domu i nie poszukam pracy, w której nawiążę relację z ludźmi, to za chwilę oszaleję - opowiada.
Wiedziała, że Bank Żywności będzie jej miejscem na Ziemi, kiedy podczas rozmowy kwalifikacyjnej ze swoimi przyszłymi przełożonymi omówili pierwsze projekty do natychmiastowego wdrożenia w życie. Dzisiaj nie wyobraża sobie siebie w innym miejscu, bo zbyt wiele jest jeszcze do zrobienia.

Pytana o to, co odpowiedziałaby ludziom, którzy uważają, że Polski nie dotyczy problem głodu, odpowiada zaskakująco:

- Absolutna nieprawda. Przede wszystkim ludzie często jedzą bez planu i bez wartości. Niestety, nadal zbyt często staramy się być "na pokaz" - wolimy lepiej się ubrać, zamiast zadbać o pełnowartościowe jedzenie w lodówce. Chciałabym, żeby ludzie koncentrowali się bardziej na sobie od środka, a nie na tym, co inni o nich powiedzą. Żeby nauczyli się, że jeśli sami o siebie nie zadbają, nikt nie zrobi tego za nich. (...) W naszym społeczeństwie jest też mnóstwo osób, które muszą przeżyć miesiąc za 500 zł. Tak, mimo że wielu z nas nie chce tego widzieć, ci ludzie naprawdę istnieją i potrzebują naszej pomocy.
Taka pomoc kryje się m.in. w programie unijnym, który Ola wspólnie ze współpracownikami wdraża w życie: blok kulinarny (warsztaty taniego, pełnowartościowego gotowania), blok dietetyczny (o chorobach związanych z tym, co jemy) i blok edukacji ekonomicznej (o tym, jak mądrze zarządzać nawet najmniejszą sumą pieniędzy).

Ola jest zakochana w antropologii, którą studiowała zaraz po filologii bułgarskiej. Pasję realizuje współtworząc Pracownię Inicjatyw Społecznych "Dym".

- Przecież dzika i egzotyczna może być nasza dzielnica, tuż za nieodkrytym rogiem. W "Dymie" chcemy odkrywać te zaułki, zwłaszcza przed napływowymi mieszkańcami Gdańska. Dlatego organizujemy m.in. zmyślone spacery, które polegają na wczuwaniu się w osobę niewidomą. Wyłączamy jeden zmysł, wyostrzamy inne i tak odkrywamy swoje miasto na nowo, jednocześnie budując duże zaufanie do partnera - opowiada.
Ola jest też bezkompromisowa. Zdecydowanie mówi o potrzebie rewitalizacji społecznej. Mieszka przy modnej ostatnio ulicy Wajdeloty zobacz na mapie Gdańska i tak mówi o swojej okolicy:

- Naprawdę super, że są tu ciekawe, hipsterskie knajpy, a ulice podlegają kosztownej rewitalizacji. Ale wiesz co? Mieszkańcy nadal są tacy sami i większość z nich wciąż nie może pójść na kawę czy obiad do tych miejsc. Dla wielu z nich wciąż 8 zł za kawę i 20 zł za obiad to bariera nie do przeskoczenia. Może najpierw postawmy na rewitalizację... ludzi, a nie budynków i ulic?
Po pracy Ola wraca do Bułgarii, kiedy tylko trafi się więcej dni wolnego. I dużo je, celebrując posiłki z przyjaciółmi. Mocno wierzy w społeczną funkcję wspólnych posiłków, z radością wdrażając ją w życie.

Najpierw relacja

- To jest jak euforia. Dzięki tobie ktoś, gdzieś nie będzie dzisiaj głodny. I czyjaś ciężka praca, ziemia uprawna nie pójdą na marne! Nawet jeśli to brzmi trywialnie, to patrząc na to długofalowo, naprawdę kocham swoją pracę, a raczej jej efekty - tak, niemal w podskokach, opowiada o swojej pracy Gosia, najwierniejsza kompanka Oli.
W Trójmiejskim Banku Żywności jest odpowiedzialna za okrzyknięty przez wielu "najbardziej niewdzięczną dziedziną pracy w organizacjach pozarządowych i fundacjach" - fundraising [proces zdobywania funduszy poprzez prośby o wsparcie skierowane głównie do firm, fundacji dobroczynnych, instytucji rządowych i samorządowych - przyp. red.]. Według niektórych, to zawsze oznacza tylko "proszenie o pieniądze". Jak postrzega to Małgosia, czyli Małgorzata Cieślak?

- Fundraising to relacja. Najpierw jest szczera chęć nawiązania przyjacielskich relacji, dlatego zawsze kontaktuję się z osobami i firmami, których działania są bliskie naszej filozofii. Jeśli ktoś zaufa mi na tyle, by wesprzeć finansowo nasze działania, staramy się, jako Bank, ze zdwojoną siłą oddać to, co dostaliśmy. I bardzo to doceniamy, bo np. bez firmy Target nie powstałyby nasze ogrody społeczne - opowiada z wyraźną wdzięcznością w głosie.
Czasami relacje nieoparte na korzyściach finansowych są dla niej jeszcze bardziej wartościowe. W kwietniu tego roku zaproponowała współpracę organizatorom festiwalu kulinarnego "Smakuj Trójmiasto". "Nie mamy środków finansowych, ale chcemy edukować, rozdawać jedzenie, które inaczej zostanie zmarnowane, pokazywać, że z tego, co ląduje na śmietniku możemy przygotować pełnowartościowy posiłek, po prostu rozmawiać z ludźmi o tym, co jest dla nas, a wkrótce także dla nich może stać się ważne" - tak zaprezentowała swoją wizję. W odpowiedzi usłyszała, że może spróbować, a próba okazała się na tyle udana, że przed nią trzecia edycja festiwalu. Dziś organizator nie wyobraża sobie festiwalu bez Banku Żywności - największego, najbardziej kolorowego i energetycznego stoiska.

- Taka forma działania zasmakowała nam bardzo, bo widząc, że ludzi cieszy i ciekawi to, co robimy - coraz bardziej napędzamy się do działania. To również tam nawiązaliśmy jedną ze współprac, z której jestem najbardziej dumna - Piotr Ślusarz, znany z programu Top Chef został ambasadorem Trójmiejskiego Banku Żywności. To stamtąd miałam okazję osobiście odwieźć posiłki "zawieszone" dla potrzebujących podopiecznych Schroniska Brata Alberta. Takie wyjścia pozwalają mi na nowo wzruszać się tym, jak dobrzy potrafią być ludzie wokół mnie - opowiada.
W sezonie wakacyjnym bywa, że poza dniami powszednimi, kilka weekendów z rzędu spędza w pracy. Festiwal to dla niej praca od 7 do 21, a mimo to domaga się kolejnych wyjść "do ludzi", szuka miejsc, w których ktoś zechce jej wysłuchać, do domu idzie zmęczona, ale autentycznie szczęśliwa i pełna pomysłów na kolejne współprace.

Gosia koordynuje również projekt "Dobre Na Bank", w ramach którego zaprasza do współpracy trójmiejskie restauracje. Idzie jak burza, bo co chwilę pojawiają się nowe miejsca, których właścicieli udało jej się przekonać, że warto przekazać część dochodu z jednego konkretnego posiłku na działania Banku Żywności. Projekt rozrasta się na tyle, że wkrótce pojawi się nawet "Torba dobra na bank" - uszyta przez gdyńską pracownię Mana Mana. Bo kto powiedział, że moda nie może pomóc w ratowaniu żywności?

- Tematy, które poruszamy w Banku Żywności są dla mnie realnie bardzo ważne, ale nie miałabym takiej motywacji, gdyby nie moi szefowie. To moja pierwsza praca, w której wiem, że cokolwiek by się nie działo, oni staną za mną murem. Możemy na siebie liczyć w lepszych i gorszych chwilach. Wiesz, to daje duży komfort psychiczny, kiedy wracasz z pracy, a prezes mówi, że brakowało mu twojej "mordki". Wszyscy jesteśmy tutaj ważni na równi.
Praca w Banku Żywności jest drugim z rzędu etatem Gosi w organizacji pomocowej. Niewielu spraw jest tak pewna, jak tego, że jej praca zawsze będzie musiała wiązać się z pomocą i kontaktem z tymi, którzy potrzebują wsparcia w codziennej walce. Poza pracą, największą energię dają jej podróże, długie spacery z mężem i psem i - jak sama przyznaje - każda nowo poznana osoba w Trójmieście: "Tutaj ludzie są inni, bardziej nastawieni na współpracę niż konkurencję, inspirujący".

Zmiana ma warstwy

Promocja i fundraising to jeden organizm. Ola i Gosia siłą rzeczy spędzają ze sobą całe dnie, a ich wspólna praca jest czymś w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Rozumieją się bez słów, bo obie przyrzekły sobie, że działają według zasady, że zmiana ma warstwy. Że działania Banku Żywności nie mogą kojarzyć się tylko ze zbiórkami żywności w supermarketach, jak to często bywa. Że często lepiej jest uaktywnić kogoś do działania, zamiast po prostu dawać. Tworzą most między organizacjami pomocowymi a tymi, którzy oddają. Same nigdy nie będą w stanie stwierdzić, kto najbardziej potrzebuje pomocy.

- To bywa straszne, bo nieraz odbieramy telefony od ludzi, którzy w rozpaczy mówią o tym, że nie mają co jeść. Przy tym opowiadają całą historię swojego życia - czują się upokorzeni, dlatego - żeby usprawiedliwić swoje prośby - opowiadają nam o każdej wydanej złotówce budżetu domowego. Oczywiście, że czasami mamy myśli, żeby zapytać o adres, zapakować worek jedzenia i pieniędzy i pojechać do nich bezpośrednio, ale zawsze nawzajem się uspokajamy - opowiadają z wyraźnym przejęciem.
Wtedy przekierowują potrzebujących do jednej z niemal 50 organizacji pomocowych, z którymi współpracują. Są wśród nich miejsca takie jak schroniska dla bezdomnych, hospicja, MONAR, Centrum Praw Kobiet, stowarzyszenia skupiające rodziny wielodzietne, schroniska dla bezdomnych kobiet, MOPS-y i GOPS-y, których pracownicy wiedzą najwięcej o podopiecznych - często bezdomnych, niepełnosprawnych, starszych i samotnych, dzieciach.

W ich opowieściach co chwilę przewijają się często zdrabniane imiona: Michał, Ania, Oliwka, Asia, Sławek, Gabrysia, Ina, Aga, Piotruś. Bez nich niewiele by zdziałały i ciągle mają ochotę dziękować losowi za to, że wspólnie stworzyli młody, energiczny zespół, który naprawdę chce zmieniać świat, nawet jeśli dla niektórych brzmi to banalnie.

Co myślą o sobie nawzajem?

Ola: "Gosia jest prawdopodobnie najkochańszym człowiekiem, jakiego poznałam. Naprawdę. Jest po prostu dobra - i to w pełni ją definiuje."

Gosia: "Olę opisałabym słowami: innowacja, partnerstwo, wrażliwość na innych ludzi. No i jest osobą, której najczęściej przybijam piąteczkę!"

To dziewczyny, które naprawdę uwierzyły, że lunch z resztek to najbardziej elegancka forma posiłku, jaką możemy zaproponować światu, w którym marnuje się ⅓ wyprodukowanej żywności. To dwie bomby energetyczne, które każdego rozmówcę przekonają, że zmiana naszego talerza, podwórka, miasta i świata zależy wyłącznie od nas samych.

Przeczytaj więcej o akcji na Facebooku Otwartych Ogrodów Gdyni

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (32)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Klikając "wyślij", akceptujesz regulamin dodawania opinii.
zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

22

kwietnia

80-lecie Chóru Lira - konce... Gdynia, Sala Koncertowa Portu Gdynia

22

kwietnia

Raz Dwa Trzy Gdynia, Atlantic

02

maja

Kultura

Długi mur przy ul. 3 Maja bardziej kolorowy
Murale ozdobią mur Forum Gdańsk

Kulinaria

Jak restauracje naciągają klientów?
Jak restauracje naciągają klientów?
Czy warto zjeść na zlocie food trucków "Jemy na Stadionie"?
Zlot food trucków na stadionie

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: Taconafide, foodtrucki i imprezy plenerowe
Planuj tydzień: Taconafide i foodtrucki

    Najczęściej czytane