Wiadomości

stat

Z ulicy na europejskie festiwale. Rozmowa z Kraków Street Band

Ulica - naturalne środowisko Kraków Street Band.
Ulica - naturalne środowisko Kraków Street Band. fot. facebook.com/krakowstreetband

Zaczynali od koncertów na krakowskim rynku, teraz występują w klubach i festiwalach w Polsce i zagranicą. Tomek Kruk, gdynianin z urodzenia i jeden z członków zespołu Kraków Street Band, opowiada o graniu "na stricie", nowej płycie i gitarze Dobro. Zespół wystąpi w czwartek w Blues Clubie, w sobotę w parku w Brzeźnie, a w niedzielę na Wyspie Sobieszewskiej.



Łukasz Stafiej: Jako Kraków Street Band zaczynaliście - nomen omen - na ulicy. Skąd ten pomysł?

Tomek Kruk: Kraków Street Band zaczynał pięć lat temu jako zespół streetowy, a jedynym planem na karierę było luźne muzykowanie w tygodniu, gdy rzadko gra się koncerty w klubach. Tymczasem okazało się, że w ten sposób zdobyliśmy sporą popularność, pomysł wypalił i już kolejny rok nasz letni kalendarz koncertów jest wypełniony do granic możliwości. W tym momencie gramy głównie koncerty na festiwalach i w klubach.

Ostatnio choćby w Norwegii jako polski reprezentant na European Blues Challenge 2018. Zdarza się wam grywać jeszcze na ulicy?

Gdy tylko to możliwe, staramy się w trasie czasem zagrać "na stricie" - ostatnio świetnie grało się na bulwarach w Szczecinie. Jednak jest o to dość trudno, gdy mamy tak wiele zaplanowanych koncertów, a każdy z nas gra też w innych kapelach. Dodatkowy kłopot jest natury technicznej - podczas pracy nad nową płytą zestaw perkusyjny Adama Partyki nieco urósł i przekrzyczenie takiego składu, dodatkowo jeszcze z sekcją dętą, jest dla wokalisty niewykonalne bez nagłośnienia. A to w naszym Krakowie niestety jest niedozwolone.

Jesteście muzyczną wizytówką miasta, a urzędnicy zabraniają wam grać na ulicy?

Takie są przepisy. Próbowaliśmy na drodze urzędowej wywalczyć zmianę przepisów, tak, aby w uzasadnionych przypadkach muzycy mogli używać drobnego dogłośnienia - obecnie zespół instrumentów dętych może grać bardzo głośno, i jest to legalne, natomiast muzyk grający na gitarze klasycznej nie przebije się nawet przez zwyczajny uliczny gwar. Według nas to kompletnie nielogiczne, jednak nasze propozycje zmiany przepisów nie zostały uwzględnione.

Postanowiliśmy więc skupić się na festiwalowym i klubowym graniu, jest to też naturalny ciąg dalszy naszego rozwoju, gdy w aranżach autorskich piosenek pojawia się więcej niuansów, które o wiele łatwiej uwidocznić na koncercie w pełni nagłośnionym. Trzeba jednak zaznaczyć, że często współpracujemy z miastem Kraków, udało nam się we współpracy z miastem zorganizować premierę płyty z darmowym wstępem. Dzięki temu mamy możliwość dotarcia do naszych fanów, których rzeczywiście w Krakowie przychodzi na koncerty bardzo dużo i trudno byłoby zadowolić ich koncertem bez nagłośnienia.

Na pierwszym planie Tomasz Kruk z gitarą rezofoniczną.
Na pierwszym planie Tomasz Kruk z gitarą rezofoniczną. fot. Aleksander Fedorowicz/facebook.com/krakowstreetband
Muzykowaniu ulicznemu pewnie nie brakuje nieprzewidywalności. Zdarzały się jakieś nietypowe sytuacje?

W czasach, gdy w Krakowie grywaliśmy na Szewskiej i Floriańskiej, rzeczywiście zdarzały się kwiatki. Szczególnie zapadł nam w pamięć zawiany awanturnik, który dla swojej awanturniczki stanowczo żądał zagrania "Whisky" Dżemu, mimo że mieliśmy już poskładane instrumenty. Krzyczał: "Ja się na tej ulicy urodziłem! Nikt mi tu nie będzie nie grał Dżemu!".

Zagraliście?

Nie, nie ulegliśmy. Jednego dnia zagrasz Dżem, następnego poproszą cię o Zenka Martyniuka. Staramy się jednak trzymać naszego repertuaru.

Covery przez długi czas były podstawą waszego repertuaru, na nich zbudowaliście tożsamość Kraków Street Band. Niedawno wydana płyta "Going Away" to nadal blues, folk i jazz, ale po razie pierwszy nagraliście autorski materiał. Skąd ta zmiana?

Od dawna wychodziliśmy z założenia, że własny materiał to będzie naturalny, kolejny krok w rozwoju. Fajnie zagrać od czasu do czasu cover, ale to autorskie kompozycje są dojrzałą wypowiedzią zespołu. Bardzo cieszy nas fakt, że te numery cieszą się dużym uznaniem, tak samo w Polsce jak i na zagranicznych występach.

Wyróżnia was nie tylko pomysł na działalność, ale i dziewięcioosobowy skład zespołu z akustycznym instrumentarium. To niespotykane w czasach, gdy najpopularniejszym instrumentem wśród młodych muzyków jest laptop.

Bardzo lubimy akustyczne granie i staramy się wyciągnąć z tego jak najwięcej energii, co ewidentnie podoba się słuchaczom. Na gitarze elektrycznej łatwo jest odpalić przester, delay i zagrać wystrzałowe solo, a przy akustycznym brzmieniu trzeba się trochę więcej namachać. Choć ostatnio na naszych koncertach zaczynają się pojawiać drobne efekty też, bo trudno się temu oprzeć. Trzon zespołu jednak niezmiennie tworzą instrumenty akustyczne - kontrabas, banjo, dobro i ukulele w sekcji "strunowej", oszczędny zestaw perkusyjny i sekcja dęta - saksofon i trąbka. Dodatkowo czasem harmonijka ustna i oczywiście chórki i wokal.

Kraków Street Band w pełnym, dziewięcioosobowym składzie.
Kraków Street Band w pełnym, dziewięcioosobowym składzie. fot. facebook.com/krakowstreetband
Ty grasz na Dobro. Zresztą, nie byle jak grasz, bo mimo raptem trzydziestki na karku otrzymałeś tytuł "Gitarzysty Roku 2017" od magazynu "Twój Blues".

Gitara rezofoniczna dziś jest o wiele bardziej popularna w Polsce niż w czasach, gdy zaczynałem. Moje pierwsze Dobro kupiłem w sklepie Interton w Gdyni i był to instrument, który przeleżał na wieszaku 10 lat - każdy chętnie brał ją do rąk, ale mało kto wiedział, co z nią zrobić. Teraz te instrumenty są bardziej dostępne, a większą popularność zawdzięczają przede wszystkim Romkowi Puchowskiemu - muzykowi z Tczewa, związanemu z Trójmiastem, który był nauczycielem całego pokolenia polskich dobrzystów, w tym moim. Co ciekawe, on też kupił swoje Dobro w Intertonie, z tego samego rzutu, ale kilka lat wcześniej.

Gitara Dobro to trochę protoplasta gitary elektrycznej. Pojawiła się w latach 20. ubiegłego wieku, gdy gitarzyści bardzo potrzebowali mocnego dźwięku, by móc konkurować z instrumentami dętymi. Mechanizm działania jest podobny do banjo albo do głośnika - struny opierają się na aluminiowym stożku, który wzmacnia ich dźwięk. Gdy pojawiła się gitara elektryczna, zapotrzebowanie na takie patenty spadło, jednak gitara rezofoniczna z uwagi na ciekawe brzmienie przetrwała, głównie w muzyce bluegrass i bluesowej, częściowo także w hawajskiej.

W Krakowie mieszkasz od kilku lat i jesteś mocno związany z tamtejszą sceną muzyczną, ale pochodzisz z Gdyni i tutaj zaczynałeś grać. Śledzisz tutejszą scenę?

Cały czas żyję w lekkim rozkroku między Gdynią a Krakowem - uwielbiam tutaj wracać, zawsze zaglądam też do gdyńskiego Blues Clubu, który jest moim matecznikiem i który będzie dla mnie najlepszym klubem na świecie. Ostatnio bywałem też na jamach w Teatrze Boto, gdzie jest fajny, luźny klimat. Trójmiejska scena jest zupełnie inna, czuć w tej muzyce więcej jodu. Chyba trochę więcej jest "odpałowych" i alternatywnych dźwięków, choćby wszystkie projekty Michała Miegonia, za którymi żadnym sposobem nie potrafię nadążyć.

Natomiast w Krakowie więcej jest bluesa i oldschoolowego grania, a fakt, że życie kulturalne jest bardziej skondensowane wokół Rynku i Kazimierza powoduje, że bardziej się gotuje - Krakowie jest prawdziwe zatrzęsienie jam sessions w najróżniejszych stylistykach, co bardzo sprzyja interakcjom między muzykami.

W Trójmieście w tym tygodniu zagracie trzykrotnie. Gdzie będzie można was zobaczyć?

W czwartek o godz. 19:30 gramy w Blues Clubie, ale na koncert zostały już ostatnie bilety. Dlatego tym bardziej zapraszam w sobotę na godz. 19 do Parku Brzeźnieńskiego, gdzie zagramy na imprezie Jodowanie. Będzie to nieco krótszy, ale równie energetyczny koncert. Z kolei w niedzielę o godz. 19 wystąpimy na Wyspie Sobieszewskiej na wielkim zlocie ZHP. Na oba koncerty wstęp jest wolny. Niedaleko będziemy też w piątek, bo w Malborku na imprezie Magic Malbork.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (6)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

18

sierpnia

Zmiana terminu: Tede by Lech Sopot, Zatoka Sztuki

20

sierpnia

25

sierpnia

Drum&Bass Night Sopot, S.F.I.N.K.S 700

Kultura

Zmarł Brunon Zwarra
Zmarł Brunon Zwarra
Humor Fredry a sprawa polska. O "Damach i Huzarach albo Play Fredro"
O "Damach i Huzarach albo Play Fredro"

Kulinaria

Jemy na mieście: Meat Shack BBQ - ciekawy mięsny projekt
Jemy na mieście: Meat Shack BBQ
Okiem dietetyka: czy bezglutenowe znaczy zdrowe?
Czy bezglutenowe znaczy zdrowe?

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane