• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport

Do Hollywood po marzenia. Historia muzyka z Gdyni

Julia Rzepecka
10 lipca 2020 (artykuł sprzed 3 lat) 
Najnowszy artykuł na ten temat Trzy płyty w jeden rok. Kim jest Annaya?
Studenci w Los Angeles spędzają w szkole całe dnie (i noce), szlifując swoje umiejętności. Studenci w Los Angeles spędzają w szkole całe dnie (i noce), szlifując swoje umiejętności.

Muzykę kochał od zawsze, marzył też o studiach i pracy w Stanach Zjednoczonych. Jego marzenia się spełniły i teraz pracuje w Hollywood. Rafał Maciejski, młody muzyk pochodzący z Gdyni, postanowił podzielić się z nami swoją historią.



Kursy muzyczne w Trójmieście


Od urodzenia mieszkał w Gdyni-Dąbrowie, a po maturze wyjechał na studia do Los Angeles, gdzie uczy się i robi to, o czym zawsze marzył. Opowiedział nam o życiu w Hollywood, jego zaletach i wadach, różnicach, które go zaskoczyły, oraz pracy ze znanymi muzykami.

Julia Rzepecka: Kiedy wpadłeś na pomysł, by wyjechać? Skąd zainteresowanie muzyką?

Rafał Maciejski: Moja przygoda z muzyką zaczęła się, kiedy miałem 10 lat. Bardzo dużo czasu spędzałem, słuchając muzyki, odkrywając nowe piosenki i gromadząc utwory w swojej bibliotece. W końcu pomyślałem, że skoro słuchanie sprawia mi przyjemność, czemu nie spróbować czegoś więcej. Zacząłem uczyć się obsługi oprogramowania do tworzenia muzyki. Na początku było bardzo trudno, aż po jakimś czasie się poddałem i odinstalowałem program...

Nie na długo na szczęście...

Tak, wkrótce powróciłem nawet z większym zaangażowaniem. Postanowiłem, że nauczę się wszystkiego, co tylko możliwe o tym oprogramowaniu. Internet był bardzo pomocny. Czas leciał, a ja zacząłem miksować muzykę na laptopie. Pierwsze wstydliwe występy publiczne miałem na szkolnych dyskotekach. Rodzice bardzo mnie wspierali, to od nich dostałem swój pierwszy sprzęt. Wkrótce z kolegą założyliśmy zespół, w którym byłem DJ-em. Graliśmy utwory Beastie Boys czy Rage Against the Machine. Później kupiłem pierwsze w życiu klawisze - mały kontroler, który można było podłączyć do komputera. Nie miałem żadnego wykształcenia muzycznego. Grałem ze słuchu - nie znałem żadnych skal, nie znałem akordów. Jedyne, co miałem, to pasja do muzyki. Po prostu grałem to, co brzmiało dobrze i nie raniło uszu. Może to dobrze, ponieważ nie miałem żadnych ograniczeń - odkrywałem nowe dźwięki. Zacząłem uczęszczać na prywatne lekcje gry na pianinie i uczyć się czytać nuty. Z zespołami zaczęliśmy grać koncerty w Klubie Muzycznym Ucho, w Młodzieżowym Domu Kultury w Redzie i wielu innych miejscach. Nigdy nie przyciągnęliśmy więcej niż 100 osób.

Pewnego dnia mój tata mnie zaskoczył i zadzwonił do studia nagrań Velur (obecnie Tall Pine Records w Kolbudach). Udało mi się zostać tam praktykantem. Nie zapomnę zapachu sprzętu i akustyki tego studia. Zacząłem pomagać jako asystent przy koncertach na żywo. Pracowałem z takimi artystami, jak: Reni Jusis, Kasia Lins, Piramidy, Akademia Rocka Gdańsk, Pivo, Loka, Bokka, Lao Che. W tym samym czasie zacząłem praktyki jako realizator dźwięku w przepięknym Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku. Oprócz koncertów miałem okazje poznać sekrety produkcji przedstawień teatralnych. Powoli zacząłem myśleć o przyszłości, uczęszczałem do VI Liceum w Gdyni i skupiłem się na pisaniu matury jak najlepiej.

W dzieciństwie dla żartu mówiłem, że wyjadę studiować do Stanów Zjednoczonych. Nigdy nie myślałem, że to marzenie się spełni. Któregoś dnia w studiu polecono mi szkołę w Los Angeles. Tak usłyszałem o Musicians Institute CollegeHollywood.

  • "Los Angeles to najlepsze miejsce na świecie dla działania w branży muzycznej" - mówi Rafał.
  • "Los Angeles to najlepsze miejsce na świecie dla działania w branży muzycznej" - mówi Rafał.
  • "Los Angeles to najlepsze miejsce na świecie dla działania w branży muzycznej" - mówi Rafał.
  • "Los Angeles to najlepsze miejsce na świecie dla działania w branży muzycznej" - mówi Rafał.
  • "Los Angeles to najlepsze miejsce na świecie dla działania w branży muzycznej" - mówi Rafał.
Czy trudno było zorganizować wyjazd? Wiza, znalezienia zamieszkania, finanse, kontakty?

Wyjazd był trudny. W wieku 19 lat wyprowadziłem się prawie 10 tys. kilometrów z dala od moich rodziców, z którymi mieszkałem całe życie. Nie za dużo wiedziałem o Kalifornii. Pierwszy raz dzwoniłem do mamy, żeby zapytać, jak zrobić pranie i czy 2 dolary za karton mleka to drogo. Przeprowadzając się, miałem ze sobą cztery walizki. Teraz, po prawie czterech latach, wciąż zawsze wracam do Los Angeles z wypakowanymi po brzegi torbami.

Jeśli chodzi szkołę, to każda osoba. która jest zainteresowana nauką, zostaje przydzielona do doradcy, który we wszystkim pomoże. Musiałem zdać wstępny, ale bardzo łatwy test z języka angielskiego i wysłać kilka swoich nagrań. Zostałem przyjęty. Zdecydowałem się na półtoraroczny program realizacji dźwięku i gry na klawiszach. Szkoła załatwiła też wszystkie sprawy związane z wizą studencką. Musiałem jechać do ambasady w Warszawie, ale proces ten nie był trudny.

Szkoła szkołą, ale co po niej? Praca czeka na artystów w Los Angeles?

Problem zaczyna się po skończeniu szkoły - zostać w Stanach i legalnie pracować. Mieszkania w Los Angeles są bardzo drogie. Średnio za apartament z jedną sypialnią, łazienką i kuchnią miesięcznie płaci się 8 tys. zł. Szkoła pomogła mi ze znalezieniem współlokatorów. Mój pierwszy pokój dzieliłem z dziewczyną z Paryża i chłopakiem z Nowego Jorku. Finansowo było trudno, ale dziękuję moim rodzicom za pomoc w spełnieniu marzeń.

W Stanach bardzo popularne są kredyty studenckie, które pomagają młodym ludziom zapłacić za wymarzone studia i później je spłacić z bardzo niskim oprocentowaniem albo nawet bez. Istnieje też opcja pracy na kampusie szkolnym. Praca poza kampusem w okresie studenckim jest nielegalna, ale mimo to wiele osób łapie się małych zadań.

Przyjeżdżając do Los Angeles, zostawiłem całą moją rodzinę i znajomych w Polsce, było to bardzo trudne. Mimo to nie bałem się przeprowadzki. Tęskniłem, oczywiście, ale byłem za bardzo podekscytowany szkołą i zmianą otoczenia. Nie znałem nikogo, ale po pierwszym dniu zajęć zobaczyłem, że każdy jest bardzo miły i nie jestem jedynym, który właśnie się przeprowadził. Szkoła zorganizowała nam spotkania zapoznawcze i już trzeciego dnia byłem klawiszowcem w zespole kolegi ze Szwecji.

Jak wyglądają takie studia w Los Angeles? Czy jest trudno?

Same studia nie były trudne. Nauczyciele są wyrozumiali, mówią powoli i wiedzą, że ludzie przyjeżdżają do szkoły z całego świata. Poziom nauki bardzo mi zaimponował. Moimi nauczycielami byli weterani w branży: Adam Kagan (który nagrywał z takimi artystami, jak: Kanye West, Elton John, The Chainsmokers), Mikal Reid (Alice Cooper, Ben Harper, Mick Jagger, Aerosmith), Francis Buckley (Black Flag, Aerosmith, Quincy Jones, Celine Dion). Każdy z nauczycieli ma przynajmniej jedną nagrodę Grammy. Właśnie wtedy zrozumiałem, że przeprowadzka do Los Angeles była najlepszym wyborem i że znalazłem się w samym środku przemysłu muzycznego. Nie ma lepszego miejsca na ziemi, jeśli chodzi o tę branżę.

Szkoła nigdy mnie nie przytłoczyła, mimo że nauki było dużo. Spędzałem całe dnie w szkole. Przychodziłem nie wcześniej niż o 10 i zostawałem do 2 w nocy, ćwicząc i przygotowując się na zajęcia. Po lekcjach miałem zawsze próby z zespołami. Oprócz książek studenci mogą wypożyczyć instrumenty - gitary, bas, mikrofony, statywy, a nawet klawisze. Wszystko można zarezerwować na portalu internetowym. Zazwyczaj na zajęciach nie było więcej niż kilku uczniów. W całej szkole jest około tysiąca osób.

  • Rafał Maciejski i Kenny Aronoff - perkusista takich zespołów, jak: Lynyrd Skynyrd, Sticky Fingers, BoDeans, Stevie Wonder, David Grohl, Alicia Keys, John Legend, Joe Walsh, Keith Urban, John Mayer, Jeff Lynne, Pharrell Williams i Brad Paisley.
  • Rafał i Jordan Rudess - sławny klawiszowiec i kompozytor grający w zespole Dream Theater. Pracował również z Dawidem Bowiem. Spotkali się na największym wydarzeniu branży muzycznej - Namm Show, które odbywa się co roku w Anahaim Convencion Center koło Los Angeles.
  • Mike Portnoy - perkusista Dream Theatre - i Rafał Maciejski. Razem pracowali podczas trasy koncertowej dla zespołu Metal Allegiance.
  • Jacob Collier - muzycy mieli okazję pracować razem trzy razy. Swoją sławę londyńczyk zawdzięcza wielkiej znajomości teorii muzyki. "Mimo że jest tylko parę lat starszy ode mnie, zdobył już cztery nagrody Grammy za swoją twórczość" - mówi Rafał.
  • Rafał z zespołem The Bad Mamma Jammas podczas sesji zdjęciowej przed nadchodzącym koncertem w Las Vegas i San Diego. Grają hip-hopowe wersje klasycznych popowych utworów.
  • "Los Angeles to najlepsze miejsce na świecie dla działania w branży muzycznej" - mówi Rafał.
Jak żyje się w Hollywood? Spotykasz gwiazdy na ulicach? Jak bardzo różni się codzienność od życia w Polsce?

Jest dużo zalet, ale też dużo wad życia w Hollywood. Budzenie się przy dźwięku helikopterów, policyjne pościgi, masy turystów i niekończące się korki. Hollywood Blvd, koło którego pracuję, wiecznie jest zamknięty z powodu premier filmowych i wielkich gwiazd na czerwonym dywanie. Na ulicach jest mnóstwo bezdomnych. Klimat jest inny - wieczne słońce i nie więcej niż dwa tygodnie deszczu w roku. Domy są budowane inaczej, bo nie ma zimy, ale są trzęsienia ziemi. Nawet samochody wyglądają inaczej.

Los Angeles nie ma jednego centrum, jest bardzo rozciągnięte i w korkach można spędzić nawet trzy godziny, żeby przejechać na drugi koniec miasta. Autostrady i drogi są za to świetnie rozwinięte. Większość głównych dróg ma nie mniej niż trzy pasy ruchu w każdą stronę, a niektóre nawet siedem.

Jeśli chodzi o finanse, to najniższa płaca to około 60 zł za godzinę (14,25 dol.). Oczywiście to tylko najniższa stawka, większość ludzi potrafi zarobić więcej. Właśnie dlatego mieszkania są drogie.

Cykl Trójmiejskie zespoły



Ludzie są bardziej otwarci, dużo czasu spędzają na zewnątrz i w kawiarniach, dlatego że pogoda na to pozwala. Prawie każdy większy dom ma basen. W restauracji zawsze wypada zostawić napiwek 10, 15 albo 20 procent. Czasami spotykam gwiazdy i jestem przyzwyczajony, że gdy idę coś zjeść, to osoba siedząca koło mnie może być sławna.

Poza tym Kalifornia jest przepiękna, bez problemu można pojechać na plaże i w góry na narty jednego dnia.

Jakie różnice najbardziej cię zaskoczyły? Jakie były najłatwiejsze, jakie najtrudniejsze do zaadaptowania?

Na pewno wielką różnicą jest rozmiar wszystkiego. Dystanse są ogromne, wszystko jest rozciągnięte i przez korki trzeba doliczyć przynajmniej jedną godzinę do wszystkiego, co się robi. Są też mniejsze różnice, takie jak na przykład drobne wynalazki kuchenne, których nigdy w życiu nie widziałem, dopóki nie przyjechałem tutaj. Jedna niemiła różnica to na pewno domy budowane z płyt kartonowo-gipsowych. Nieraz dostałem skargi od sąsiadów, że za głośno rozmawiam ze współlokatorem.

Z kim dotychczas udało ci się współpracować?

Za granicą pracowałem jako realizator dźwięku i kierownik produkcji m.in. dla: Green Day, Of Monsters and Man, Blackbear, The Roots, 2 Chainz, Bad Religion, Bastille, Esperanza Spalding, Magic Giant, Post Malone, Robin Thicke, Steve Vai, Jason Derulo, Jacob Collier, Ice Cube, Quincy Jones. Z różnymi zespołami podróżowałem już po prawie całych Stanach Zjednoczonych, byłem w Kanadzie, Szwajcarii, Szwecji i Turcji.

Hollywood Nightmare - Scary AF:

Mówisz, że wszystko jest możliwe, jeśli bardzo się chce. Czy młoda osoba z trudnego środowiska i bez wsparcia lub zaplecza finansowego może zrealizować swoje marzenia o przeprowadzce do Stanów? Co poradziłbyś osobom, które o tym myślą, a nie mają pojęcia, jak się do tego zabrać?

Wszystko jest możliwe, trzeba tylko w to wierzyć, wybrać sobie cel, nieustannie do niego dążyć i nie poddawać się. Zaplecze finansowe na pewno by pomogło. Niestety nie da się przyjechać tutaj bez żadnych pieniędzy. Chyba że ma się pewną ofertę pracy. Dla osób, które myślą o przeprowadzce, największym problemem będzie pewnie wiza. Poznałem tutaj wielu Polaków, którzy przyjechali 20 lat temu, kiedy granice były otwarte. Na pewno polecałbym przylecieć tutaj najpierw na wizie turystycznej, nawet tylko na tydzień, zorientować się i zdecydować, czy ta przeprowadzka jest dobrym pomysłem. Los Angeles jest miejscem, gdzie marzenia się spełniają, ale za dużą cenę. Cenę nieustannego dążenia do celów, pracowania całymi dniami i nocami i poświęcania się swojej karierze.

Tęsknisz czasem za rodzinnym miastem? Za czym najbardziej?

Tęsknię. Za miastem, za rodziną, za znajomymi, których zostawiłem. Polskę zazwyczaj odwiedzam raz w roku na święta w grudniu. Zawsze miło jest wrócić, pogadać ze znajomymi i zobaczyć, jak miasto się rozwija. Czasami brakuje mi biegania na SKM-kę albo na trójmiejskie autobusy. Na pewno nie tęsknie za pogodą (śmiech).

Stany są obecnie krajem z największą liczbą zachorowań na koronawirusa. Jak wyglądają tam obostrzenia i życie w czasie pandemii? Jak ta sytuacja wpłynęła na twoją pracę? Jakie jest podejście Amerykanów do tego tematu?

Los Angeles jest na pewno jednym z gorszych miejsc, gdzie można przebywać w czasie pandemii. W Kalifornii maski są obowiązkowe, ale w niektórych miejscach atmosfera jest rozluźniona i ludzie nie siedzą w domu. Ostatnio miasto powoli zaczęło się otwierać, ale przez demonstracje w Los Angeles wszystko zostało sparaliżowane i pozamykane. Aktualnie przebywam około 150 km na południe od Los Angeles, w połowie drogi do San Diego. Jest tu znacznie bezpieczniej, o wiele mniej ludzi i niektóre restauracje są już otwarte. Liczba wpuszczanych osób jest kontrolowana, pracownicy sprawdzają temperaturę przy wejściu, a stoliki są rozstawione w większych odstępach.

Opinie (143) ponad 20 zablokowanych

  • dzieki

    swietny artykuł

    • 5 3

  • Nie znam goscia ale widzialem jego nazwisko (1)

    w spisie nazwisk osob bioracych udzial w realizacji jakiegos filmu. Takze widzialem pare innych polskich nazwisk przy roznych okazjach. Nasi sa tylko nie zawsze mozna to zauwazyc. Pisma przelatuja bardzo predko i nie zawsze czlowieka to interesuje.

    • 5 0

    • W Stanach jest także legalny ghost writing

      Wyobraź sobie ilu nazwisk nie opublikowali.

      • 1 0

  • (2)

    Usa to dobre miejsce na urlop, poza tym syf

    • 7 3

    • Jak tylko urlop to nigdy nie poznasz tego kraju. (1)

      • 1 2

      • Ale ja nie chce

        • 3 0

  • Kocham to (5)

    dziękuję Julia za ten fajny artykuł! Jestem bardzo dumny ze swojego wspaniałego chłopaka za jego ciężką pracę i osiągnięcia. Nie mogę się doczekać, aby zobaczyć, gdzie zabiera cię motywacja i pasja do muzyki, i zawsze będę przy tobie. Nie mówię jeszcze po polsku, więc używam google haha

    • 7 2

    • (1)

      Jesteś jego chłopakiem?

      • 0 3

      • Przepraszam! Jestem jego dziewczyną

        • 3 0

    • Dziękuję

      Bardzo dziękuję za piękny komentarz! Wszystko zrozumiałem i też obiecuje że zawsze będę przy tobie i praca nigdy nie będzie ważniejsza od Ciebie. Jak wszystko wróci do normy będę cię zabierał wszędzie na każdy koncert!!

      • 3 0

    • We love it, too (1)

      Bree, wszyscy znający Rafała są z niego dumni. To niesamowite, co przez te kilka lat osiągnął, a to dopiero początek. Jesteście wspaniałą parą i życzymy Wam wszystkiego najlepszego. Do zobaczenia w grudniu, :)

      • 3 0

      • :)

        Dziękuję Ci! Nie mogę się doczekać, żeby cię poznać

        • 3 0

  • Pa,pa,pa

    • 0 1

  • jak trudno sie dostac do tej szkoly i jakie sa zarobki po jej skonczeniu.... (5)

    How hard is it to get into Musicians Institute?
    Admissions is somewhat competitive as the Musicians Institute acceptance rate is 76%. Popular majors include Music Performance, Recording Arts Technician, and Mechanics and Repair. Graduating 58% of students, Musicians Institute alumni go on to earn a starting salary of $22,600. 6752 Hollywood Blvd.

    ta szkola to muzyczna szkola zawodowa

    • 5 3

    • A ten 42%owy odsiew to co potem robi.

      Bo zakladam ze nic innego nie maja i nie potrafia. Chyba ze do Walmartu, Lidla czy Aldi'ego.

      • 1 1

    • Wyciągnęłaś statystyki z netu bez zrozumienia tematu i znajomości realiów

      • 2 1

    • Tam szkoły są słabe (2)

      I trzeba za nie zapłacić. To wystarczy, by Cię przyjęto. Jest inny system edukacji, niż u nas.

      • 1 0

      • (1)

        Nie wystarczy, chyba że piszesz o uniwersytetach online. Te przyjmą każdego kto zapłaci. Inne wymagają takiego CV o jakim ci się nie śniło. Możesz mieć kasę a i tak się nie dostaniesz.

        • 2 1

        • Nieprawda

          Biorą jak leci ludzi z kasą i ze znajomościami. Taki stan umysłu. W Stanach edukacja jest tylko dla wybranych. Ile jest afer, że bogaci amerykańscy rodzice płacą łapówki, żeby dzieci "dostały" się do szkół. Kogo chcesz oszukać?

          • 0 0

  • Opinia wyróżniona

    Bardzo budująca historia (2)

    Panie Rafale,
    swietnie, ze Pan opowiedział o sobie, nawet o tym praniu i mleku....Mnie zachwyca Pana determinacja w samoedukacji i edukacji muzycznej de facto nieformalnej, poza systemem. To jest wyczyn! Ponadto istotna jest w LA szkoła, która umożliwia kontakt z osobowosciami- praktykami,
    a nie tylko edukatorami szkolnymi. Ta formuła jest bezcenna- ponadto konfrontowanie się z tak wieloma studentami i praktykowanie zawodowe poprzez koncerty trasy i nagrania- to jest najcenniejsze w tym wszstkim! Learning by doing! Podziwiam, ze jest Pan zdolny do tak wileogodzinnego zaangazowania w naukę i praktykowanie- tylko tacy ludzie osiagają szczyty.
    I świetnie, ze Pan o tym mówi, ten wskaźnik liczby godzin dziennie to jest tytaniczny proces wypracowania mistrzostwa i geniuszu, Kłaniam sie Panu i Rodzicom! Gdańsczzanka -63 lata :) pod wielkim wrażeniem

    • 43 5

    • Dziękuję bardzo!

      • 1 0

    • To jest żaden wyczyn

      Wiele osób uczy się muzyki nieformalnie. Uczyć się formalnie to jest wyczyn. Skończyć szkoły to jest wyczyn, bo w Polsce jest wciąż wysoki poziom kształcenia muzycznego w szkołach specjalistycznych - pomijając rozrywkę. Nie da się wypracować w ten sposób ani mistrzostwa ani geniuszu bo z jednym i drugim nie ma się do czynienia, pozostaje bycie przeciętnym, ale ludzie mają też przeciętny gust, więc na rynku można się odnaleźć.

      • 2 2

  • "którzy przyjechali 20 lat temu, kiedy granice były otwarte" - 20 lat temu otwarte granice do USA? Ciekawa znajomość tematu. Na zniesienie wiz do USA czekaliśmy i czekaliśmy. 20 lat temu nie było żadnych otwarych granic do USA.

    • 5 0

  • azazel666 (1)

    gdzie mozna kupic taki beret

    • 0 0

    • To jest beret artysty.

      Podobny mozesz widziec tylko na glowie Jacka Karnowskiego.

      • 0 0

  • a to ciekawe (8)

    bywam w US srednio czesto ale ...tam nikt nic w domu nie pierze . Tam nawet pralek takich jak u nas jest znikoma ilość. Sa pralnie , zbierasz brudne ciuchy , przyjeżdzasz , placisz , wsadzasz swoje rzeczy i po 1-1,5 h masz wszystko suche .Ładujesz do fury i wracasz.

    • 2 4

    • I to jest dopiero żenujące (4)

      Wydawać kasę na pranie w pralni.

      • 2 1

      • I to jest dopiero żenujące,marnować prąd,wodę i chemię żeby wyprać swoje szmaty,mało to jeszcze suszyć trzeba. Tam nikt nie przelicza każdego grosika ani nie chodzi rok w tej samej bluzie. Inny stan umysłu

        • 1 3

      • W Ameryce samoobslugowe pralnie publiczne (1)

        sa bardzo popularne. Kto nie zna stylu zycia Amerykanow i Kanadyjczykow to nigdy tego nie zrozumie.

        • 2 1

        • Znać a rozumieć

          Człowieku, toż żeby wyrazić swoje zdanie na temat czyjegoś zachowania trzeba zrozumieć to, co napisałeś.

          • 0 0

      • Żenujące jest to, że ktoś kto bywa tam od czasu do czasu, najwyraźniej ma minimalne doświadczenie zebrane z obserwacji kilku sytuacji, na 100% osób, które wynajmują klatkę, w której pralki zwyczajnie nie da się zmieścić i dlatego robią pranie w pralniach. Nikt nie wybiera pralni publicznych dlatego że je woli, tylko dlatego że nie mogą mieć własnej pralki.

        • 1 0

    • Eeee - no troche sie mylisz :) Czesto mozna znalezc apartament z pralka i suszarka :) (2)

      Owszem, wiekszosc Amerykanow "rentujacych" nosi swoje rzeczy do pralni bo taki jest tam zwyczaj :)

      • 3 1

      • to nie jest zwyczaj (1)

        Tam jest zakaz posiadania pralek w mieszkaniach, ze względu na możliwe zalanie i beznadziejne budownictwo

        • 1 1

        • Ktoś cinkit wcisnął a ty łykasz jak świeże bułki. W wynajmowanych mieszkaniach często nie ma pralki bo to dodatkowy koszt dla tzw landlord. W zależności od budynku, pralnia dla mieszkańców jest na parterze lub w piwnicy (co rozwiązuje problem zalania) budownictwo w NYC wyglądało inaczej 100 lat temu niż teraz, tak samo jak i budownictwo w Europie. Kto teraz buduje budynki mieszkaniowej z łazienką w korytarzu dla 2-3 rodzin?? W niektórych europejskich miastach mieszkania w starym budownictwie nie miały żadnej łazienki albo tak małe że siedząc na myszki klozetowej możesz sięgnąć po prysznic i myć w tym samym żeby w umywalce.

          • 2 0

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

Daria ze Śląska "Pierwsza trasa c.d." (1 opinia)

(1 opinia)
89 - 129 zł
Kup bilet
pop

The Robert Cray Band: Groovin' 50 years!

159 - 249 zł
blues / soul, rock / punk

Paweł Stasiak z zespołem PapaD (1 opinia)

(1 opinia)
120 zł
Kup bilet
pop

Najczęściej czytane

Sprawdź się

Sprawdź się

Wojciech Tremiszewski, jeden z najlepszych improwizatorów komediowych w Polsce, założył grupę impro o nazwie: