Wiadomości

stat

ŁYKO: Czujemy wielką satysfakcję

ŁYKO: Zawsze staraliśmy się, żeby nasze brzmienie i numery były naturalne i niewymuszone. Aranżacyjnie i wykonawczo jesteśmy minimalistami. Przede wszystkim zależy nam na przekazaniu energii w dźwiękach, zatrzymaniu się na tekście.
ŁYKO: Zawsze staraliśmy się, żeby nasze brzmienie i numery były naturalne i niewymuszone. Aranżacyjnie i wykonawczo jesteśmy minimalistami. Przede wszystkim zależy nam na przekazaniu energii w dźwiękach, zatrzymaniu się na tekście. fot. Artur Makowski

Są takie zespoły, które nie kombinują i nie szukają wydumanych słów, by powiedzieć to, co chcą. Jednym z nich jest Łyko, które mimo tego, że już trochę czasu istnieje, a jego członkowie od lat tworzą muzykę, dopiero teraz szykuje się do wydania debiutanckiego albumu.



Patryk Gochniewski: Łyko, jako słowo, nie kojarzy się miło. Wiecie, to nieprzyjemne uczucie kiedy jecie fasolkę szparagową. Skąd pomysł, aby właśnie tak nazwać zespół?

Kamil Mataczyński: (śmiech) Widocznie mamy inne skojarzenia. Choć teraz możliwe, że ta fasolka szparagowa będzie mnie prześladować przed każdym koncertem... A wracając do pytania, to nazwę wymyślił Bartosz, gitarzysta, i chodziło głównie o to, że słowo "łyko" kojarzy nam się z czymś naturalnym i organicznym.

Ola Łapa: Zawsze staraliśmy się, żeby takie było nasze brzmienie i numery - naturalne i niewymuszone. Aranżacyjnie i wykonawczo jesteśmy minimalistami. Przede wszystkim zależy nam na przekazaniu energii w dźwiękach, zatrzymaniu się na tekście. Łyko w roślinie pełni funkcję swego rodzaju przekaźnika, a my przekazujemy dalej swoje refleksje i emocje opakowane w dźwięki i słowa.


Jesteście po wydaniu drugiego singla. Do debiutanckiej płyty coraz bliżej - czujecie ekscytację?

K.M.: Przede wszystkim czujemy wielką satysfakcję, że cała nasza praca wreszcie będzie usłyszana i spełnia się nasze ogromne marzenie. Wiemy, że jeszcze sporo pracy przed nami, bo wydanie płyty jest nieco trudniejsze niż myśleliśmy, ale z każdym kolejnym singlem jesteśmy coraz bardziej nakręceni.

O.Ł.: Pewien rodzaj ekscytacji towarzyszył nam zarówno przy pierwszym singlu, jak i teraz. Zawsze jest też jakaś obawa o to, z jakim odbiorem spotkają się nasze piosenki, ale raczej jest to takie pozytywne napięcie.

W czym tkwi wasza siła? Bo niewiele nowych zespołów może pochwalić się takim koncertowym dorobkiem. Radiowa Czwórka, Radio Gdańsk, Open'er. Przez przypadek się tam nie trafia.

K.M.: Pierwsze słowo, jakie przychodzi mi na myśl, to wytrwałość. Ale po zastanowieniu się, ważniejsze od wytrwałości są nasze piosenki.

O.Ł.: Na pewno wytrwałość jest tutaj ogromnie ważna. Zaczęliśmy razem grać już kilka lat temu i ciągle czekamy na moment wydania debiutanckiej płyty. Na co dzień mamy mnóstwo zwyczajnych obowiązków i nie mamy na granie aż tak dużo czasu, ile chcielibyśmy mieć. Myślę też, że bardzo ważny jest klimat naszych utworów i może też trochę to, że piszemy numery po polsku.

Może pomogło wam też to, że mimo debiutu z Łykiem, nie jesteście wcale takimi żółtodziobami.

K.M.: To prawda, żółtodziobami nie jesteśmy, chociaż obecny skład jest wciąż dość świeży. Ola, Bartosz i Filip grają razem już dość długo, choć nieco inne klimaty. Nie da się ukryć, że oni właśnie są głównym filarem zespołu i moim zdaniem to słychać, przez to nasza muzyka jest jaka jest.

Są oczywiście pewne nawiązania i inspiracje, ale chyba ciężko zestawić nas z jakimś innym zespołem. Jeśli chodzi o Krzyśka, to grał z wieloma świetnymi muzykami i teraz też czasem zdarzy mu się skok w bok. Na przykład po teatrach muzycznych. Ja na tym tle wypadam najsłabiej, ale miałem swoje momenty w paru toruńskich składach.

S.P. Records to chyba w tej chwili najbardziej uznana polska wytwórnia. Jak udało nawiązać się współpracę?

K.M.: Kiedy skończyliśmy etap nagrań, zaczęliśmy się rozglądać za wytwórnią. To przypominało trochę wysyłanie CV. Wiesz, skontaktujemy się z wybranymi kandydatami i tak dalej. Kiedy wysłaliśmy materiał do S.P., niemal natychmiast dostaliśmy odpowiedź. Następnego dnia była rozmowa telefoniczna, a tydzień później mieliśmy podpisany kontrakt.

Domyślam się, że niezależność twórcza jest dla was jednym z priorytetów. To oznacza, że gdyby odezwał się do was któryś z majorsów, odmówilibyście od razu?

K.M.: Cóż, trudno powiedzieć, co by było gdyby. W dobie jednakowej popowej papki, słuchacz zaczyna szukać muzyki bardziej charakternej. Jednocześnie rynek ma swoje prawa i na przykład na singla radiowego nie nada się piętnastominutowa suita na pile. Cały czas uczymy się tego muzycznego świata i staramy się go zrozumieć, ale nie zapominamy przy tym, kim jesteśmy i po co w ogóle gramy. Jeśli jakaś duża wytwórnia potrafiłaby to uszanować, to nie widzę powodu, żeby odmawiać, tylko dlatego, że to nie "niezal".

ŁYKO
ŁYKO fot. Artur Makowski
W waszej muzyce mocno mieszacie stylami. Mimo tego, że macie wspólne rockowe korzenie, to jednak słychać mnogość inspiracji. Często się kłóciliście przy nagrywaniu premierowego materiału?

O.Ł.: Przy nagrywaniu materiału nie było już czasu na kłótnie, natomiast zawsze na etapie powstawania utworów zdarzają nam się burzliwe dyskusje i ogromne różnice zdań. Jakoś to wszystko musimy wyśrodkować i każdy z nas ma okazję, aby potrenować swoją elastyczność. Mimo różnych inspiracji jest też wiele punktów wspólnych, wielu artystów i wiele płyt, którymi wspólnie i niezmiennie się zachwycamy.

K.M.: Najczęściej kłócimy się na próbach (śmiech). Kiedy jest na to czas i miejsce. W studio byliśmy przygotowani i skupieni na tym, co nagrywaliśmy. Każdy wiedział co ma robić i jak to zrobić. Dużo pomogły osoby zaangażowane w realizację nagrań oraz miks płyty. Zawsze dobrze jest mieć obok siebie kogoś, kto nie zna tych wszystkich piosenek na wylot i może zasugerować jakieś odświeżające pomysły. Mieliśmy też różnice zdań, niektóre dość głośne, na etapie miksów, ale kiedy w zespole jest więcej niż jedna osoba, jest to całkiem normalne.

Wielu wykonawców sili się teraz na niemal poetyckie tyrady w swoich piosenkach. Wy poszliście w innym kierunku. Dominuje tu prostota.

K.M.: Zgadza się, a to dlatego, że nasze piosenki nie są dla bytów astralnych i uczonych w piśmie. Są dla nas i dla ludzi naokoło nas. Przekazujemy w nich jakieś swoje przemyślenia i problemy, które mamy na co dzień. Weźmy nowy singiel. Można by oczywiście napisać meandryczny poemat o tym jaki mamy zapieprz w pracy i w życiu, ale skutek byłby absurdalny, bo temu słuchaczowi, który też ma taką sytuację, dokładalibyśmy tej pracy jeszcze więcej, żeby w ogóle zrozumiał o czym jest piosenka.

Nie neguję oczywiście złożonych tekstów, z wieloma warstwami interpretacji i skomplikowanych w budowie. Po prostu taka rozbudowana forma nie pasuje do nas i do naszej wizji muzyki. My wolimy prościej.

O.Ł.: Kiedy piszę teksty, z góry zakładam, że to nie będą jakieś wymyślne, skomplikowane formy. Staram się unikać tego, czego sama nie lubię, czyli zadęcia i patosu. Jeśli biorę na warsztat jakiś ciężki temat, to zazwyczaj chcę, żeby było lekko i z dystansem.

Jakie macie plany na najbliższe miesiące - szykuje się konkretna trasa?

K.M.: Premiera drugiego singla za nami, zabieramy się więc do singla trzeciego. Roboty będzie sporo i to na pewno zajmie nam najbliższe miesiące. W międzyczasie zagramy kilka koncertów, ale z tym planujemy ruszyć ostro do przodu po ukazaniu się płyty. Wszystko wskazuje na to, że koncert premierowy odbędzie się w studiu Radia Gdańsk.

O.Ł.: O dokładnych datach zbliżających się koncertów będziemy na bieżąco informować na naszym profilu facebookowym. Póki co, tak jak wspomniał Kamil, planujemy rzucić się w wir pracy nad kolejnym singlem. Pod koniec czerwca będzie okazja, żeby usłyszeć nas akustycznie - zapraszamy do bliżej w Gdyni, gdzie mieliśmy okazję realizować nagrania do ostatniego klipu i gdzie właśnie 29 czerwca zagramy najbliższy koncert.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (11)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

13

grudnia

Actus Humanus Gdańsk,

15

grudnia

Steve Hogarth Gdańsk, Stary Maneż

15

grudnia

Beata i Bajm - 40 lecie Gdańsk, Sopot, Ergo Arena

Kultura

Teatr Miejski w Gdyni zostanie przebudowany
Teatr Miejski w Gdyni do przebudowy
Erwin Schrott uwiódł słuchaczy swoim śpiewem
Erwin Schrott uwiódł słuchaczy śpiewem

Kulinaria

Szef kuchni z gwiazdkami Michelin otworzy lokal w Gdańsku
Szef z gwiazdkami Michelin w Gdańsku
Alternatywny jarmark gwiazdkowy z rękodziełem i piwem
Alternatywny jarmark gwiazdkowy

Planuj z nami tydzień

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane