Wiadomości

stat

Niepokojący debiut Mùlk

Mùlk: Zależało nam, żeby to nie było za mocno wprost. Żeby chwytliwość łączyła się z atmosferą, którą niekoniecznie kojarzymy z przebojowością, żeby każda piosenka miała swoją historię, ale też, żeby w całości wszystko było bardzo spójne.
Mùlk: Zależało nam, żeby to nie było za mocno wprost. Żeby chwytliwość łączyła się z atmosferą, którą niekoniecznie kojarzymy z przebojowością, żeby każda piosenka miała swoją historię, ale też, żeby w całości wszystko było bardzo spójne. Bartosz Hervy

Jest rodzaj pewności siebie, który graniczy z bezczelnością. Zwłaszcza w przypadku artystów jest to wyłącznie na plus - szczególnie wtedy, kiedy jest to poparte konkretami. Taką pewność ma trójmiejski zespół Mùlk, który właśnie wydał album "I". Na pewno to jeden z najlepszych i najciekawszych debiutów tego roku. O jego tworzeniu i tym, że formacja ma bardzo ambitne plany, opowiedział nam perkusista, Łukasz Kumański.



Patryk Gochniewski: Ależ ta płyta jest niepokojąca...

Łukasz Kumański: Chyba trochę przesadzasz. Daleko naszemu wydawnictwu, jeśli chodzi o niepokój, do np. "Outside" Davida Bowiego. Tam jest naprawdę nieprzyjemnie. My zrobiliśmy najbardziej jasną i witalną płytę, na jaką nas było stać, i do tej pory tak ją odbierałem. Po twoim wprowadzeniu zaczynam jednak w to wątpić. Gdzieś musieliśmy popełnić błąd.

Ten ładunek emocjonalny, który niesie za sobą muzyka, wokal, teksty jest odczuwalny tak, jak podczas oglądania filmu, gdzie masz wrażenie, że zaraz ktoś ci wskoczy na plecy.

Staram się zrozumieć, o czym mówisz. Może wpływ na to miało to, że materiał pisaliśmy nocami w odosobnionej chacie na Kaszubach. Pewnie trochę tej atmosfery wkradło nam się do piosenek. Ja naprawdę nie czuję się nieswojo, słuchając tego albumu, ale każdy ma inny pułap tego, kiedy zaczyna czuć niepokój. 

Koncerty alternatywne w Trójmieście


I tu dochodzimy do tego, co piszecie na swoim Facebooku. Cytujecie Franka Zappę: "pisanie o muzyce jest jak tańczenie o architekturze". Dla każdego ta płyta będzie czymś innym. Ale czym jest dla was?

Napisaliśmy tak, żeby uniknąć niefortunnych opisów o debiutującym zespole. Wracając do pytania, dla mnie to jedna z ważniejszych rzeczy, w których muzycznie brałem udział. Na żadnej innej płycie, którą wcześniej nagrywałem, nie dałem też tyle od siebie, co na "I". Dużo pracy, czasu, emocji i jestem z niej cholernie dumny. Tym bardziej, jeśli ktoś mówi, że wprowadza go w stan niepokoju. 

Mùlk - Milion:

Mùlk to nowy zespół, ale z dużym bagażem doświadczeń. Płyta "I" jest wypadkową wszystkiego, co tworzyliście wcześniej?

Każdy z nas przeszedł jakąś muzyczno-życiową drogę do tej pory, kształtował się. Po prostu w tym czasie gwiazdy się ułożyły w takiej konstelacji, że na siebie trafiliśmy - co prawda w innym zespole - i stworzyliśmy piosenki, do których każdy włożył ukształtowanego już siebie, i powstała płyta. Truizm. 

Nazwa zespołu też jest nawiązaniem do przeszłości.

Tylko trochę. Faktycznie, tak nazywa się jedna z piosenek Moose the Tramp, a Mùlk powstał spontanicznie, podczas przygotowań materiału na drugą płytę Moose. Okazało się bardzo szybko, że w zmienionym składzie to już jest zdecydowanie coś innego i granie pod tym samym szyldem nie ma najmniejszego sensu. Postanowiliśmy zmienić nazwę, a Mùlk po kaszubsku oznacza ukochaną osobę, czyli wszystko się zgadza. Poza tym nazwa jest krótka i łatwo wpada w ucho.

Powiedziałem, że płyta jest niepokojąca, ale jest tu też kilka przebojowych zaskoczeń, które z powodzeniem mogą stać się przebojami.

Zależało nam, żeby to nie było za mocno wprost. Żeby chwytliwość łączyła się z atmosferą, którą niekoniecznie kojarzymy z przebojowością, żeby każda piosenka miała swoją historię, ale też, żeby w całości wszystko było bardzo spójne. Może właśnie ten niepokój wszystko skleja? 

Ale też z drugiej strony są inne zaskoczenia, jak przebój Neny. "99 Luftballons" w waszym wykonaniu w końcu brzmi jak postapokaliptyczna wizja przyszłości.

Bo ta piosenka o tym mówi. 

I tak fantastyczne aranżacje i brzmienie postanowiliście dopełnić gośćmi. Powiedzcie trochę o nich i jak zrodził się pomysł, aby ich zaprosić.

Podczas produkowania płyty czasem zatrzymywaliśmy się na moment i staraliśmy się patrzeć na wszystko z perspektywy. Wtedy też zapadały decyzje, co i gdzie będzie najbardziej pasowało, ale czasem nie obejmował tego nasz muzyczny inwentarz. Jeśli sami nie byliśmy w stanie czegoś wykonać, zapraszaliśmy gości, a ci dawali też dużo od siebie. 

Swój debiut zaczęliście promować już w ubiegłym roku. Jaki był odbiór tego singla i jak jego popularność wpłynęła na to, co jest teraz.

"Bies" to był dla nas impuls, wypuściliśmy go, nie mając jeszcze skończonej płyty. Reakcje na singiel nas motywowały, kiedy kończyliśmy produkować debiut. Nie wiem, czy popularny to nie za duże słowo. Grany był w różnych stacjach i miał bardzo pozytywny odzew.
 
Z płyty "I" bije również duża pewność siebie. Wiecie, że jesteście dobrzy i że możecie sporo namieszać.

Cieszy mnie to, że tak to odbierasz. Wspomniany we wcześniejszym pytaniu "Bies" odcisnął piętno chyba na całej płycie. To znaczy mieliśmy już większość piosenek w momencie, gdy wychodził, ale ktoś spoza zespołu ochrzcił go mianem "brawurowy" i ten element staraliśmy się utrzymać na reszcie płyty. Wielowymiarowo. Wiemy, że mamy dobre piosenki, ale też dużo pracy przed sobą. 

Stoi za wami spora wytwórnia. Pomaga to w promocji?

Na pewno. Mystic Production co prawda zaczyna dopiero akcję promocyjną, a to proces i na efekty chwilę trzeba będzie poczekać. Debiutujemy, to niełatwa pozycja. Świadomi jesteśmy też ruchów, które my - jako zespół - musimy wykonać. 

Mùlk jest jednym z najciekawszych i najlepszych debiutów tego roku na scenie alternatywnej. Jakie macie plany na najbliższe miesiące?

Dzięki! Zaczynamy od koncertów w roli supportu na pożegnalnej trasie Coma, a już powoli krystalizują się plany odnośnie do wiosennej trasy. W międzyczasie, 29 listopada, u nas w Gdańsku w klubie Wydział Remontowy gramy autorski koncert z okazji premiery, na który oczywiście zapraszamy. 

Namieszacie na rynku?

Tak. 

12

grudnia

Jarmark Świąteczny w Gdyni Gdynia, Plac Grunwaldzki

13

grudnia

Remcon 2019 Gdynia, SP 31

13

grudnia

SpaceFest 2019 Gdańsk, B90

Kultura

Niezwykłe zdjęcia Drogi Królewskiej
Niezwykłe zdjęcia Drogi Królewskiej
Eksperyment Zimbardo w Gdańsku
Eksperyment Zimbardo w Gdańsku

Kulinaria

Makłowicz, Popielarz i Dymek uczą gotować w Trójmieście
Gotowanie z szefem kuchni w Trójmieście
Romans tradycji z nowoczesnością. Otwarcie restauracji Monastico
Otwarcie restauracji Monastico

Planuj z nami tydzień

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Związany z Gdynią, polski saksofonista jazzowy, to: