Wiadomości

stat

SAiN: Muzyka jest jak kontinuum Möbiusa

Marcin "Ananas" Michna: Spaja nas działanie na drodze do wspólnego celu. Chcemy robić coś, co daje nam satysfakcję. Pomysł na łączenie gatunków nie jest nowy, ale jest bardzo kuszący i daje fajny efekt.
Marcin "Ananas" Michna: Spaja nas działanie na drodze do wspólnego celu. Chcemy robić coś, co daje nam satysfakcję. Pomysł na łączenie gatunków nie jest nowy, ale jest bardzo kuszący i daje fajny efekt. mat. zespołu

Nu-metal. Gatunek, który swoje triumfy święcił na początku obecnego millenium. Przez wielu zapomniany, ale jednocześnie coraz częściej odkurzany przez nowe zespoły. Jednym z nich jest trójmiejski SAiN. Marcin "Ananas" Michna, odpowiedzialny za partie rapowane, opowiedział nam, jak zrodził się na to wszystko pomysł i jaki jest plan rozwoju zespołu.



Patryk Gochniewski: Jak się spotkaliście? Jesteście w końcu z dość różnych środowisk muzycznych.

Marcin Michna: Spotkaliśmy się kilka ładnych lat temu na jakimś lokalnym koncercie czy nawet próbie. Konkretnie ja spotkałem się z Piotrkiem Krzewińskim. Graliśmy wtedy próby w salkach obok siebie i często spotykaliśmy się na różnych gigach w Trójmieście, czasami były to wspólne koncerty. W skrócie znaliśmy swoje muzyczne dokonania i siebie też w pewnym sensie, również tym, powiedzmy, artystycznym.

Pomysł założenia zespołu powstał spontanicznie? Co było bodźcem do założenia SAiN?

Pewnego ciepłego letniego wieczoru, to był sierpień 2015, Piotr zadzwonił do mnie z propozycją stworzenia czegoś nowego. Cwaniak wiedział, że lubię mocne rockowe granie, a łączenie rocka z rapem to jest to, co chcę robić i w czym się odnajduję. Zresztą kiedyś już rozmawialiśmy o nagraniu jakichś wspólnych kawałków. Piotrek był wtedy w miejscu, w którym Haraszo, jego ówczesna kapela, wymagała zmian, które już powoli się działy i zmierzały do reorganizacji całej koncepcji zespołu. Ja, po rozwiązaniu Phono Faber i nieudanej próbie założenia nowej kapeli, szukałem sobie miejsca na trójmiejskiej scenie muzycznej.

No i poszło.

Tak. Tym sposobem, po kilku wspólnych rozmowach i próbach, połączyliśmy siły i na gruzach Haraszo, bo pod koniec 2016 został sam Piotr, zaczęliśmy budować zupełnie nowy zespół. Tomek Skowroński był już wtedy obecny ze swoim talentem w składzie z basem w ręce i powoli kreowaliśmy kierunek naszego grania. Chwilę później dołączył do nas Jakub Łoboda, którego po kilku miesiącach zastąpił Jacek Rybczyński. Jacek to bardzo doświadczony gitarzysta, z niezłym dorobkiem muzycznym, znają się z Piotrem od młodzieńczych lat. I tak od sierpnia 2016 gramy w obecnym składzie.

Macie za sobą dość spore doświadczenie, a znów zaczynacie niejako od nowa. Wciąż czujecie potrzebę próbowania nowych rzeczy?

To prawda, każdy z nas związany jest z muzyką co najmniej od kilkunastu lat. Wszyscy mamy bogate doświadczenie sceniczne, studyjne czy wydawnicze. Obracamy się w świecie muzyki i to jest - tak myślę - to, co spaja nas w działaniu na drodze do wspólnego celu. Chcemy robić coś, co daje nam satysfakcję. Pomysł na łączenie gatunków nie jest nowy, ale jest bardzo kuszący i daje fajny efekt. Budowanie od nowa? To jest też bardzo ciekawe i trudne zarazem. Korzystając ze zdobytych doświadczeń na pewno łatwiej nam wypracować pewne kompromisy. Ten bagaż pozwala uniknąć niektórych błędów i na pewno ułatwia pracę twórczą.

Wybraliście jako styl hard-rock z elementami nu-metalu. Dość wyraźnymi zresztą. Dlaczego? Nu-metal w swojej podstawowej formie już dawno przestał być atrakcyjny.

Lubimy grać dynamicznie, przemieszczając się w niskich częstotliwościach. Rytmika, zmiany tempa to jest to, co daje dynamikę i wyzwala energię, szczególnie podczas koncertów. Dodatkowo ten cały soczysty dół łagodzony jest melodyjnością riffów, które nie są delikatne, ale w całej swej mocy dodają ogółowi charakteru. Wokalnie śpiew łączony z deklamacją, melorecytacją czy po prostu rapem daje ciekawy efekt. Dla nas jest to atrakcyjne w sensie twórczym, i - co widać na koncertach - dla publiczności również. To jest to łączenie gatunków, które pozwala na szeroką zabawę muzyką. Jest nas na koncertach coraz więcej, również pracujemy nad rozbudową naszych utworów i dodaniem do nich kolejnych elementów i dźwięków. A czy nu-metal jest nudny? Nie wiem, tak samo jak nie wiem, co to jest do końca, gramy hard rocka z pogranicza metalu, ale zamykanie się w jakichś subgatunkach już dawno przestało mieć sens, bo to dopiero byłoby nudne...


Nie macie obawy, że SAiN może nie wstrzelić się w nurt? Praktycznie wszystkie zespoły, które grały nu-metal są już zapomniane. Przetrwała jedynie garstka, która zresztą zaczęła raczej eksperymentować z tą formą, niż kurczowo się jej trzymała.

Trudno tu mówić o wstrzeliwaniu się w nurt czy cokolwiek innego. Jesteśmy młodym zespołem, w obecnym składzie gramy niecałe dwa lata. Mamy już pewne wspólne doświadczenia i znamy część swoich możliwości. Tworząc kolejne utwory, z każdym nowym kawałkiem, budujemy coś swojego, oczywiście krążąc wokół rocka, metalu i rapu. Nie jesteśmy pionierami, bo te elementy już kiedyś zostały połączone i funkcjonują w różnej formie do dzisiaj. Ewoluują i otwierają kolejne muzyczne etapy. A czy coś zostanie zapomniane, to się jeszcze nie zdarzyło, bo czy ktoś zapomniał o soulu lub big bicie? Muzyka jest jak kontinuum Möbiusa. Nie przemija i zawsze powraca, aby na nowo odkryć to, co już gdzieś kiedyś brzmiało.

Nie chcę was w żaden sposób obrazić, ale nie sprawiacie wrażenia profesjonalnego zespołu - nie macie określonego image'u, po prostu kilku facetów w t-shirtach. Wiem, że to nie jest clue tworzenia, ale jednak dość mocno rzutuje na odbiór.

No właśnie. I tu pojawia się pytanie, co jest ważniejsze, na czym skupić się w pierwszej kolejności. Czy getry nie będą się wpijać, no i jak zmyć ten czarny szajs z twarzy. Był pomysł, aby przebrać się w tiule i koronki (śmiech). Zapraszamy serdecznie na koncerty, bo tam dopiero można odebrać nas w taki bezpośredni i namacalny sposób. Gramy sporo, głównie w Trójmieście, chociaż w 2018 roku planujemy pojechać z naszą muzyką trochę dalej.

Staracie się jednak w kwestii graficznej. Dobre logo, ładnie wydana epka. Ale o co chodzi z tymi zamkowo-gotyckimi klimatami? Jak zobaczyłem tego anioła, to trochę skojarzyło mi się z Evanescence. Chyba nie taki był wasz zamysł.

No właśnie, ale o co chodzi... Chodzi o muzykę, kontrasty, powagę i śmiech. Okładka to połączenie historii z ciężarem gatunkowym muzyki, bo to historyczne gdańskie mury, które są mocne i solidne jak nasze riffy. Na drugiej szali stoi niewinność panny młodej, która objawia się w melodyjności naszych utworów i połączenia dwóch form wokalnych.

Jak widzicie swoją drogę - SAiN ma szansę przebić się na polskiej scenie rockowej? Było już wielu wam podobnych - myślicie, że nie popełnicie ich błędów i uda wam się utrzymać na powierzchni?

Zespołów było wiele i będzie coraz więcej. Jeżeli się czegoś obawiamy, to tylko jednej rzeczy: żebyśmy mieli wciąż czas na granie. A czy mamy szanse się przebić? Jasne, że mamy i właśnie ją wykorzystujemy. Mamy ogromną radochę i niejednokrotnie ubaw z całej tej naszej muzycznej przygody. Jak czytam niektóre fora, komentarze, to mam czasem wrażenie, że muzyka jednak nie wszystkim łagodzi obyczaje... Jest wiele kijów powtykanych w bardzo wiele tyłków i cała frajda związana z robieniem muzyki dla wielu ludzi jest po prostu bardzo przykra. Przykra, bo obciążona jakimś przymusem bycia perfekcyjnym. Staramy się przede wszystkim... Co ja mówię, nie staramy się, po prostu tak robimy - gramy muzykę taką, jaka nam się podoba, jaką nam gra się dobrze, nie wchodząc nikomu w drogę. Zdajemy sobie sprawę, że nie każdy człowiek jest taki jak my i  nie wszyscy odbierają świat tak samo. Tym śmieszniej i weselej pokonujmy kolejne przeszkody.

Na razie jesteście na początku, wszystko musicie ogarniać sami, ale czujecie, że jakiś kontrakt może się przydarzyć w najbliższym czasie? W końcu każdy z was, z osobna, ma już jakąś markę - może to będzie pomocne?

Dzisiaj muzyka i cały ten przemysł wygląda zupełnie inaczej niż pięć, dziesięć lat temu, nie wspominając, co było dwadzieścia lat temu. Kontrakt, pewnie, chętnie podpiszę. W końcu gramy po to, aby życie było lżejsze i łatwiejsze, a najłatwiej spełniać się zawodowo poprzez swoje zamiłowania. Nasz świat dzisiaj to świat cyfrowy, wirtualny, co daje ogromną możliwość dotarcia do wielu osób, do wszystkich. Mam na myśli to, że każdy ma tę możliwość i konkurencja jest ogromna. SAiN buduje swoją markę i jesteśmy świadomi, że nie wszystko dzieje się od razu. Mamy swoje cele i pewne plany na najbliższe miesiące.


Jesteście stąd. W związku z tym popytałem parę osób czy kojarzą nazwę i bardzo niewiele z nich o was słyszało. Macie plan, aby ekspansję rozpocząć z Trójmiasta? Jakiś pomysł na minitrasę, wydarzenia sygnowane waszą nazwą?

Wspominałem, że chcemy w najbliższych miesiącach rozjeździć się trochę po okolicach z naszym materiałem. Plan mamy ciekawy, a i towarzyszy do realizacji projektu koncertowego bardzo zacnych. Niedługo ubierzemy nasz pomysł w konkretne ramy i obwieścimy światu naszą wizję koncertowego katharsis.

Ile dajecie sobie czasu na to, aby zespół doszedł do miejsca, które będzie was satysfakcjonowało?

Tyle, ile będzie trzeba. Nie ograniczamy się, nie stawiamy sobie barier ani granic. Szczęśliwie dobraliśmy się tak, że wzajemnie popychamy się w kierunku rozwoju i zmian. Z każdym koncertem jesteśmy coraz bardziej pewni swoich możliwości i potencjałów, nad którymi musimy się skupić. Bawimy się muzyką od dziecka, w każdym przypadku i stawianie sobie granic nie ma sensu. A cele są jasne - dobrze się bawić i zarażać ludzi naszym pomysłem na konkretny rockowy melanż.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (16)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

19

sierpnia

Gdynia Aerobaltic 2018 Plaża Gdynia Śródmieście, Lotnisko Kosakowo

25

sierpnia

Aktywuj się w Krainie Zabaw... Gdańsk, Park Reagana

01

września

7. Urodziny Sfinks700 - SHD... Sopot, S.F.I.N.K.S 700

Kultura

Muzyka Mozarta w parku Oliwskim. Nadchodzi festiwal Mozartiana
Muzyka Mozarta w parku Oliwskim

Kulinaria

Wielka wegańska uczta. W niedzielę Veganmania
Wielka wegańska uczta w niedzielę
Jemy na mieście: Meat Shack BBQ - ciekawy mięsny projekt
Jemy na mieście: Meat Shack BBQ

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: samoloty, Mozart i zombie
Planuj tydzień: samoloty, Mozart i zombie

    Najczęściej czytane