• Kino
  • Mapa
  • Ogłoszenia
  • Forum
  • Komunikacja
  • Raport
Skopiowano

Vvasyl: Let's rock! Gitarowe granie i obiecujący debiut gdyńskiego muzyka

Patryk Gochniewski
5 czerwca 2022, godz. 16:40 
Opinie (14)

Piotr Wasylik, Wasyl. Kiedyś Kiev Office i Alchemii, później Twin Prix, dziś zespół Vvasyl. Absolutnie jeden z najciekawszych polskich debiutów rockowych w 2022 roku. W tym wywiadzie jest cała historia tego chłopaka z Gdyni. Rzadko się zdarza, aby rozmówca był tak szczery, bezpośredni i prawdziwy.



Najbliższe koncerty rockowe w Trójmieście



Poszukiwałeś sporo. Najpierw było alternatywne Alchemii, które znane było przede wszystkim w gdyńskim undergroundzie. Później współtworzyłeś electro-kolektyw Twin Prix. Szeroko rozpoznawalny swego czasu. Co się stało, że to się skończyło? Zapowiadało się obiecująco.

Myślę, że Vvasyl - chcąc nie chcąc - jest jakąś tam kontynuacją Alchemii, ale... bardziej dojrzałą? To były na maksa beztroskie czasy. Z drugiej strony, jako 17-latek, organizowałem koncerty, na których zarabiałem czasami całkiem spoko kasę, jak na ten wiek i czasy, a klub Ucho był przeważnie wypełniony po brzegi.

Co do Twin Prix to uważam, że po prostu formuła się skończyła. Wydaje mi się, że w przeciągu tych ponad ośmiu lat osiągnęliśmy już nasz maks, graliśmy na Open'erze, Selektorze, w każdym dużym mieście w Polsce po kilkanaście razy, mieliśmy audycję radiową w zapomnianym i nieistniejącym już radiu Roxy, byliśmy rezydentami w sopockim Sfinksie, graliśmy przed naprawdę dużymi nazwami, jak Chase and Status, Benga czy Black Sun Empire, a w naszym zenicie zapełnialiśmy każdy klub, w którym występowaliśmy - na produkcje nie mieliśmy ani czasu, ani cierpliwości.

Dawid Podsiadło jest bestią. 40 tys. ludzi na stadionie, a na scenie wiele gwiazd



Niby wiem, bo mówiłeś mi niedawno, że nie masz parcia, że robisz po prostu swoje i za bardzo nie znasz się z muzykami z lokalnej sceny. Jednak wciąż jesteś muzykiem - musisz mieć jakiś cel na horyzoncie.

Może zabrzmi to niepoważnie, ale nie mam celu na horyzoncie. Wiesz, poza tym chodzi o to, że nie mam się nawet obok kogo zakręcić, bo nikogo nie znam, wypadłem z obiegu trójmiejskiej sceny gitarowej ponad dekadę temu. Mimo ponad 10 lat na scenie w tym projekcie bardzo się stresuję, bo są to moje i tylko moje utwory, które oczywiście podlegają jakimś zmianom aranżacji podczas prób. Nie ukrywam z drugiej strony, że gdzieś tam głęboko w sercu chciałbym osiągnąć sukces muzyczny i rozpoznawalność - to chyba normalne u muzyków; choć z nazwaniem mnie muzykiem też mam problemy, bo nie jestem w żaden sposób muzycznie wykształcony, myślę, że "grajek" bardziej by pasowało.

Piotr Wasylik: Przekonanie mnie do wypuszczenia tych piosenek zajęło moim przyjaciołom i Miegoniowi kilka miesięcy, bo bardzo bałem się reakcji kogokolwiek na swoją twórczość. Głupie, wiem, ale tak było. Z  drugiej strony na świecie jest tyle słabej muzyki, że mówiłem sobie: "no chyba aż tak do dupy to moje granie nie jest". Piotr Wasylik: Przekonanie mnie do wypuszczenia tych piosenek zajęło moim przyjaciołom i Miegoniowi kilka miesięcy, bo bardzo bałem się reakcji kogokolwiek na swoją twórczość. Głupie, wiem, ale tak było. Z  drugiej strony na świecie jest tyle słabej muzyki, że mówiłem sobie: "no chyba aż tak do dupy to moje granie nie jest".
W pewnym momencie rzuciłeś to wszystko i wyjechałeś na Islandię. Co takiego się stało, że postanowiłeś zrobić taki krok?

Tak jak mówiłem przed momentem - zaczęło się życie. W moim przypadku stanowiło to pracę na trzy etaty. Byłem managerem klubu muzycznego, wykonywałem zlecenia dla spółki miejskiej, a po nocach rozklejałem plakaty dla klubów w nielegalnych miejscach i - mimo wszystko - nie było z tego żadnych wymiernych korzyści, a bardzo dużo nerwów i stresu. Do tego dochodziła bardzo kiepska sytuacja rodzinna i kiedy przed pójściem spać, płaczesz noc w noc to znak, że trzeba podjąć radykalne kroki, zmiany. Mogłem więc kupić sobie pętlę i stołek lub rzucić wszystko w cholerę i wyjechać.
Kiedy przed pójściem spać, płaczesz noc w noc to znak, że trzeba podjąć radykalne kroki, zmiany. Mogłem więc kupić sobie pętle i stołek lub rzucić wszystko w cholerę i wyjechać.
Szczęśliwie się złożyło, że mój bardzo dobry kolega był już na Islandii. Napisałem do niego i po pięciu dniach wsiadłem w samolot. Sprzedałem wszystko, co mogłem sprzedać, żeby mieć pieniądze na start i wyleciałem. Jak się później okazało, była to najlepsza decyzja w moim życiu.

W krainie wiatrów, zimna i ciemności miałeś możliwości, żeby tworzyć, czy zrobiłeś sobie detoks?

Wylatując na Islandię, mówiłem sobie, że nie ma opcji, żebym wrócił do branży muzycznej, do pisania czy grania muzyki, że czas na nowy etap, nowy start... Po półtora roku mieszkania na tej wyspie zorganizowałem koncert zespołu Kult. Polacy na Islandii stanowią największą grupę obcokrajowców. Wcześniej natomiast, przed tym, jak postanowiłem zostać płetwonurkiem, pracowałem w wypożyczalni aut, której biuro mieściło się w hostelu... W hostelu leżała stara gitara klasyczna, która się kurzyła. Nie ukrywam, że "przypolaczkowałem" i "przywłaszczyłem" ją sobie, co stanowiło początek projektu Vvasyl.

Znamy hymn i skład orkiestry Męskiego Grania



No i coś w tobie drgnęło. Postanowiłeś nagrać to wszystko.

Tak. Wtedy też postanowiłem, że chcę nagrać swoje utwory, a że posiadam jakieś tam podstawowe umiejętności grania na kilku instrumentach, to odezwałem się do Michała Miegonia, obecnego basisty w zespole, który prowadzi studio nagraniowe. Z Michałem wiąże mnie wieloletnia znajomość i współpraca. Mało kto wie, ale to ja byłem w pierwszym składzie jego macierzystego zespołu Kiev Office. Nie wiem, na ile Michał się nade mną zlitował, a na ile rzeczywiście chciał usłyszeć moje wypociny, ale przystał na moją propozycję i nagrałem wraz z nim siedem piosenek. Powstawały one w przerwach między dostawami. Miałem zawsze ze sobą zeszyt i odpalony na komórce dyktafon, żeby nagrać nuconą melodię.

Miałeś jednak pewne obawy przed pokazaniem tego wszystkiego światu.

Przekonanie mnie do wypuszczenia tych piosenek zajęło moim przyjaciołom i Miegoniowi kilka miesięcy, bo bardzo bałem się reakcji kogokolwiek na swoją twórczość.
Przekonanie mnie do wypuszczenia tych piosenek zajęło moim przyjaciołom i Miegoniowi kilka miesięcy, bo bardzo bałem się reakcji kogokolwiek na swoją twórczość
Głupie, wiem, ale tak było. Z drugiej strony na świecie jest tyle słabej muzyki, że mówiłem sobie: "no chyba aż tak do dupy to moje granie nie jest".

To jeden z najciekawszych nie tylko lokalnych, ale i rodzimych debiutów rockowych w tym roku. I nie mówię tego dlatego, że znamy się ponad dziesięć lat.

Dziękuję, to bardzo krępujące. No, znamy się już sporo czasu i mam nadzieję, że nie odezwałeś się tylko dlatego, że się znamy, ale rzeczywiście zainteresowała cię moja historia i muzyka (śmiech).

(śmiech) Uwierz mi, gdybyś nagrał paździerz, to byśmy nie gadali.

Nie ukrywam, że niektóre utwory bardzo przypominają znane numery, którymi się inspirowałem, ale zrobiłem to z premedytacją. Można to traktować jako swego rodzaju hołd dla tego, co mnie kręci w muzyce gitarowej, która stanowi mój główny obszar zainteresowań twórczo-muzycznych. Nowe piosenki już mniej przypominają znane "hity", co - mam nadzieję - godnie zaprezentować 15 czerwca na sopockich Lasach.

To brzmi jak połączenie The Black Keys z Jackiem Whitem oraz domieszką vibe'u Franza Ferdinanda. Momentami też pojawia się presleyowski sznyt - brawo.

Jeszcze raz dziękuję, taki jest też cel, aby uzyskać punkowy pazur z klasycznym brzmieniem gitar z lat 60. czy 70., przyprawiony nutą romantyzmu.

No dobra. Debiut jest - co dalej? Grasz przed Walusiem, wystąpiłeś na SeaYou. Komunikujesz się na swoich socialach po angielsku - chcesz dotrzeć szerzej niż tylko granice Polski? Jakie masz plany?

Co dalej? Nie wiem, wychodzę z założenia, że co będzie, to będzie. Oczywiście, chciałbym grać koncerty i dalej tworzyć. Nie myślę o tym, żyję tym, co jest dziś. Po angielsku komunikuję się z dwóch powodów: śpiewam po angielsku, bo po prostu uważam, że jest prościej. Naprawdę podziwiam ludzi, którzy bez krępacji potrafią pisać teksty po polsku. Żeby pisać dobre teksty w naszym języku, które by mi się podobały, musiałbym nazywać się Nosowska albo Wandachowicz.
Żeby pisać dobre teksty w naszym języku, które by mi się podobały, musiałbym nazywać się Nosowska albo Wandachowicz


Plany.

Plany są w tej chwili takie, żeby wejść do studia już z całym składem i nagrać nowe utwory oraz trochę przearanżować kilka już istniejących, bo bardzo sobie cenię zdanie i umiejętności członków mojego zespołu. Gdyby nie oni, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali.

Festiwale muzyczne w trójmieście



Piotr Wasylik (pierwszy z lewej): Jedyną osobą w zespole, która ma jeszcze inny projekt na teraz jest tylko on, więc jeśli jechałby w trasę z Kiev Office, to bardzo możliwe, że po prostu pojedziemy razem. Mam nadzieje, że ten skład co jest teraz, już zostanie, bo naprawdę fajnie nam się razem gra i tworzy. Piotr Wasylik (pierwszy z lewej): Jedyną osobą w zespole, która ma jeszcze inny projekt na teraz jest tylko on, więc jeśli jechałby w trasę z Kiev Office, to bardzo możliwe, że po prostu pojedziemy razem. Mam nadzieje, że ten skład co jest teraz, już zostanie, bo naprawdę fajnie nam się razem gra i tworzy.
Rozmawialiśmy chwilę przy okazji Sea You. Powiedziałeś mi wtedy, że to nie będzie żadna trampolina, że trójmiejska scena jest przeintelektualizowana. Dlaczego tak uważasz?

Ach, czułem, że zahaczysz o ten temat. Mówiąc "przeintelektualizowana", mam na myśli nudna, bez porządnego kopnięcia, ale jest to tylko moje subiektywne odczucie. Nie zrozum mnie źle, bo uwielbiam też spokojne utwory, jak chociażby piosenki The Velvet Underground, Death In Vegas czy The Doors. Klucz polega na tym, że te piosenki są najzwyczajniej w świecie proste. Taka też jest amerykańska szkoła pisania muzyki popularnej - upraszczaj. Na naszej rodzimej scenie, wydaje mi się, że nie panuje taka kultura. Nie chcę oczywiście uogólniać, ale tak to odczuwam. Cytując słowa z filmu "Amadeus" - "za dużo nut". Z tym że tam odnosiło się to do muzyki klasycznej Mozarta, którą wręcz kocham.

Ty stawiasz właśnie na prosty przekaz.

Tak. Poza tym nie ukrywam, że dużo muzyków i tak zwanych artystów ma bardzo przerośnięte ego i to przeintelektualizowanie może też z tego wynikać. Wiem, co mówię, bo już trochę koncertów mniejszych i większych zorganizowałem. Z drugiej strony, od jednego z przedstawicieli lokalnych promotorów usłyszałem, że zgadza się z moim zdaniem, ale uważa to za atut. Może taka jest ta nasza scena? Nie wiem, ja - tak samo zresztą jak inne zespoły - robię swoje i się dobrze bawię, a to chyba jest najważniejsze.

Sopockie Lasy znów będą pełne muzyki. Na scenie WaluśKraksaKryzys, Sorry Boys i Muchy



Piotr Wasylik: Plany są w tej chwili takie, żeby wejść do studia już z całym składem i nagrać nowe utwory oraz trochę przearanżować kilka już istniejących, bo bardzo sobie cenię zdanie i umiejętności członków mojego zespołu. Gdyby nie oni, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali. Piotr Wasylik: Plany są w tej chwili takie, żeby wejść do studia już z całym składem i nagrać nowe utwory oraz trochę przearanżować kilka już istniejących, bo bardzo sobie cenię zdanie i umiejętności członków mojego zespołu. Gdyby nie oni, to pewnie byśmy teraz nie rozmawiali.
Powiedz mi - Vvasyl to one man show z muzykami sesyjnymi czy pełnoprawny zespół? Inni członkowie grają w macierzystych formacjach. Może to być problemem przy ustalaniu trasy. Masz plan B?

Na początku był to one man show w studiu nagraniowym. Całe szczęście znaleźli się muzycy, którym spodobała się moja twórczość, a że byli wolni - czyli nie mieli innych projektów muzycznych - postanowili dołączyć. Wyjątek stanowi Miegoń, który chyba ma trzech sobowtórów, bo nie wiem jak on jest w stanie tyle ogarnąć. Kto śledzi jego profil na Facebooku, wie, o czym mówię. Jedyną osobą w zespole, która ma jeszcze inny projekt na teraz jest tylko on, więc jeśli jechałby w trasę z Kiev Office, to bardzo możliwe, że po prostu pojedziemy razem. Mam nadzieje, że ten skład co jest teraz, już zostanie, bo naprawdę fajnie nam się razem gra i tworzy. A czy mam plan B? Ja nawet planu A nie mam (śmiech).

Rozważmy dwa scenariusze. Twój projekt wypala lub nie wypala. Co robisz?

Zależy, co masz na myśli pod "wypala". Jeśli mówisz o podpisaniu kontraktu z wydawnictwem i co za tym by szło, granie koncertów i zarabianie na muzyce, to w 100 procentach bym się temu poświęcił. Byłoby to spełnienie chyba największego marzenia. Nie wiem, jak widzieliby to członkowie zespołu, ale wolę myśleć, że mają takie samo zdanie. Projekt nie wypala - piszę i tworzę, żeby nie zwariować w tym porąbanym świecie, bo - tak jak mówiłem wcześniej - sprawia mi to radość i daje dużo szczęścia. Przy czarnym scenariuszu, w którym opuszczają mnie członkowie zespołu, nadal wejdę do studia i nadal będę nagrywać.

Wydarzenia

LASY: WaluśKraksaKryzys

rock / punk

Opinie wybrane

Wszystkie opinie (14)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Wydarzenia

762. Jarmark św. Dominika

jarmark

Kosmopark - wystawa dla dzieci

wystawa, warsztaty, pokaz

Letnie brzmienia - Sobel

hip-hop, pop

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

W którym roku oficjalnie zostało otwarte gdańskie zoo?