Wiadomości

stat

Gdynianka przy filmowych produkcjach na Netflixa

Julia Gniadecka, z pochodzenia gdynianka, pracuje na planie filmowym produkcji na Netflixa.
Julia Gniadecka, z pochodzenia gdynianka, pracuje na planie filmowym produkcji na Netflixa. fot. Maciej Czarniak/trojmiasto.pl

Z pochodzenia jest gdynianką. Już od nastoletnich lat obserwowała branżę filmową a odbywający się w Gdyni Festiwal Polskich Filmów Fabularnych utwierdzał ją w przekonaniu, że w przyszłości chciałaby pracować na planie filmowym. Dzisiaj 28-letnia Julia Gniadecka, bo o niej właśnie mowa, pracowała m.in. w Paramount Pictures, a aktualnie współpracuje przy filmach, które ukazują się na Netflixie.



Joanna Puchala: Pracowałaś w Paramount Pictures, znalazłaś się też w 12-osobowym zespole Fox Searchlight Pictures i to w roku, w którym Searchlight otrzymało 20 nominacji i sześć nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej. Czym zajmujesz się aktualnie?

Julia Gniadecka: Od dłuższego już czasu pracuję z producentem, do którego dołączyłam pod koniec jednego z jego ostatnich filmów - "Wysokich lotów" w reżyserii Stevena Soderbergha, który ukazał się na Netflixie. Kolejny projekt, który właśnie skończyliśmy kręcić w Chile, to "Distancia de Rescate" nominowanej do Oscara za "Gorzkie Mleko" reżyserki Claudii Llosy.

Na czym polega twoja praca? Co robisz na planie?

Współpracuję z producentami z USA przy produkcjach filmowych realizowanych za granicą, jak i z zagranicznymi producentami realizującymi zdjęcia w Stanach Zjednoczonych. Odpowiadam w swojej pracy nie tylko za stronę administracyjną czy prawną filmu, ale też jestem pośrednikiem pomiędzy studiem i jego standardami a tym, co dzieje się na planie. Do tego dochodzą kwestie usprawniania komunikacji pomiędzy wszystkimi stronami biorącymi udział w projekcie - w przypadku "Distancii" była to koprodukcja amerykańsko-chilijsko-hiszpańska, każda ze stron operująca w innym systemie prawnym, ale i kulturowym.

Jesteś więc specjalistą ds. międzynarodowych produkcji, współpracujesz z producentami filmowymi z USA przy ciekawych projektach. Jak wyglądała droga do miejsca, w którym się aktualnie znajdujesz?

Będąc nastolatką stwierdziłam, że chciałabym pracować na planie filmowym. Pierwszym krokiem było ukończenie studiów menedżerskich. Wiedziałam, że podstawy biznesu będą mi bardzo potrzebne, dlatego postanowiłam się ich nauczyć jeszcze przed specjalizacją filmową. Miałam też świadomość, że zanim zdecyduję się na kierunkowe studia, potrzebne będzie mi doświadczenie zawodowe.

TOP5 filmów i seriali nakręconych w Trójmieście


Dlatego po studiach w Londynie i Mediolanie wróciłaś na chwilę do Polski. Pracowałaś na planie z Agnieszką Holland, Agnieszką Smoczyńską i Arkiem Jakubikiem.

Tak, w wieku 23 lat wróciłam do Polski i zaczęłam pracę na planie. Na początku miałam niepłatny staż jako asystent produkcji przy "Córkach dancingu". Po drodze przerodziło się to w pracę na pełen etat. Po roku awansowałam na koordynatora produkcji, pracując w międzyczasie ze świetnymi twórcami, takimi jak ci, o których wspomniałaś. Cały czas moim planem było, żeby finalnie trafić do Stanów Zjednoczonych.

Imprezy filmowe w Trójmieście


Udało się, bo w wieku 25 lat jako pierwsza osoba z Polski dostałaś się na prestiżowy program MFA Peter Stark Producing Program w najlepszej szkole filmowej w Stanach Zjednoczonych, USC School of Cinematic Arts, który rocznie przyjmuje 24 studentów.

Zdawałam na jedną uczelnię, jeden program i był to właśnie Peter Stark. Dyrektorem jest tam Larry Turman, producent takich filmów jak "Absolwent" oraz "Coś". To program, którego celem jest przygotowywanie ludzi przede wszystkim do roli producenta, choć wśród osób, które kończą kurs, jest również dużo scenarzystów czy agentów. Zależało mi nie tylko na specjalizacji od strony scenariusza i procesu developmentu, ale też na pozyskaniu znajomości - to kluczowe dla pracy w branży. Pierwszego dnia zajęć rektor uczelni poprosiła, żeby rozejrzeć się dookoła siebie i zapamiętać twarze osób, które się obok nas znajdują, bo właśnie w tym gronie będziemy pracować do końca życia.

Czy wśród tych 24 osób znalazły się takie, które miały już jakieś doświadczenie związane z branżą filmową?

Oczywiście, choć nie wszyscy. Niektórzy mieli m.in. dziewięć lat pracy w branży filmowej od strony finansowania bardzo dużych produkcji studyjnych. Dla innych był to pierwszy poważny kontakt ze światem filmu. Brak doświadczenia nie musi być, jak widać, dyskwalifikujący. Najważniejszą częścią aplikacji było napisanie o sobie i przekonanie, co chce się przez ten program osiągnąć.

Przyjemność w odcinkach. Za co kochamy seriale?


Co napisałaś w aplikacji?

Kluczowym jest mieć świadomość tego, co chcielibyśmy od siebie wnieść, co nas wyróżnia. I niekoniecznie chodzi tu jedynie o nasze doświadczenie w branży. Dla Larry'ego Turmana najważniejsze jest to, co sobą reprezentujesz - jaką masz etykę pracy, czy potrafisz współpracować z innymi, czy inni chcieliby współpracować z tobą. Ale musisz też udowodnić, że masz plan na siebie - niezależnie od tego, czy się dostaniesz. Aplikacji nie stanowi twoje CV, wyniki na uniwersytecie, czy doświadczenie zawodowe (choć jasne, to też się z pewnością przyda) - chodzi o portret tego, kim jesteś i do czego dążysz.

Jakie doświadczenie z tego okresu uważasz za najbardziej rozwijające?

Trudno wybrać jedno doświadczenie. Jednym z nich jest z pewnością ciągła praca ze scenariuszem. Bez tego nie można zrozumieć twórczej strony powstawania filmu, a to uniemożliwia pracę w tej branży w Stanach Zjednoczonych. W Polsce jest często tak, że jak napisze się scenariusz, to przyjmuje się założenie, że mamy gotowy film. W USA jest inaczej. W studiu nie tworzy się kilkunastu scenariuszy rocznie, a kilkadziesiąt, nad którymi pracuje się jednocześnie. Dzięki temu scenariusz może przejść przez kolejne fazy rozwoju i jeśli dojdzie do etapu jego realizacji, jest on znacznie bardziej dopracowany - a więc ma też większe szanse na dotarcie do widza.

To największa różnica pomiędzy pracą na planie filmowym w Polsce a realizacjami zagranicznymi?

Nie, największą jest sposób zbierania finansów na tworzenie filmów. W Europie mamy sfragmentaryzowany rynek, gdzie filmy są w dużej mierze współfinansowane przez środki publiczne, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych mamy do czynienia z rynkiem komercyjnym. Filmy są często współfinansowane przez banki. Zakłada się więc, że dany film (tudzież tzw. slate - czyli zestaw filmów, który pokrywa dany inwestor) musi sam na siebie zarobić. W Polsce i Europie mamy jednak inny model biznesowy, przez co powstają inne filmy. Dlatego też rozwój prac nad scenariuszem jest często pomijany, gdyż firmy produkcyjne rzadko kiedy mają środki na utrzymanie dodatkowych kosztów operacyjnych.

Równolegle z zaangażowaniem w pracę na zagranicznych planach filmowych rozwijasz projekt międzynarodowego studia produkcyjnego z pierwszą filią w Polsce. Możesz przybliżyć szczegóły tego projektu?

Ten pomysł miałam w głowie od wielu lat, ale dokładnie ukształtował się dopiero podczas mojego pobytu w Chile. W biurze w Santiago siedzieliśmy my jako reprezentanci Netflixa, obok osoby pracujące dla Amazona, chwilę przed nami zdjęcia skończyło HBO, każdy tworzący regionalne filmy i seriale. Ta sytuacja dotyczyła hiszpańskojęzycznej produkcji, ale trend jest dziś taki, że branża coraz większy nacisk kładzie na rozwój lokalnych produkcji. Oprócz Netflixa wkrótce wyjdzie Disney+, Apple TV+. Wszyscy oczywiście będą potrzebowali regionalnego contentu. Mój plan jest taki, aby stworzyć w Polsce i dalej w Europie, przestrzeń dla partnera dla globalnego studia, rozumiejącego jego wymagania, który będzie dostarczał filmy i seriale w ujednolicony sposób, zgodnie z jego standardami.

To może otworzyć polskie produkcje na świat.

Mamy w kraju doświadczenie w tworzeniu świetnych rzeczy także dla odbiorców za granicą, ale istnieją różnice w podejściu i sposobie ich tworzenia. Bez tego bardzo trudno jest działać na skalę światową. Chodzi więc o to, by stworzyć miejsce, które zapewnia standardy światowych firm bez konieczności szkolenia personelu przy każdym projekcie. Zwłaszcza jeśli chcemy w końcu konkurować z innymi krajami w Europie, które od wielu lat prowadzą system tzw. zachęt podatkowych.

Nietuzinkowe gadżety i trunki inspirowane "Grą o tron"


Jeździsz po świecie, byłaś w Cannes, obserwujesz, jak to wygląda za granicą. Jesteś jednak z Gdyni. Co sądzisz o tutejszym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych?

Do Gdyni na festiwalowe seanse chodziłam przez wszystkie nastoletnie lata. Jestem przekonana, że nie miałabym w sobie tyle wrażliwości filmowej, gdyby nie taka edukacja kinem od najmłodszych lat, którą tutaj odbyłam. To świetne, że mamy w kraju lokalne programy, które przyprowadzają kino zarówno z Polski, jak i z zagranicy. O ile w Gdyni są to polskie produkcje, to w przypadku OFF Camera Festival czy Docs Against Gravity jest to kino z najwyższej półki z całego świata. Najważniejsze jest, by dawać widzom możliwość doświadczania dobrego kina, bo w ten sposób edukujemy i siebie, i kolejne pokolenia.

Jakie są twoje najbliższe filmowe plany?

Wraz z Mileną Korolczuk, polską scenarzystką, którą miałam szczęście poznać w Stanach Zjednoczonych, pracujemy nad projektem serialu, do którego pod koniec roku planujemy otwierać tzw. writers room. Pracuję też nad filmem, który opiera się na znanej publikacji odnoszącej się do okresu II wojny światowej. Ale więcej jeszcze zdradzić nie mogę.

Opinie (39) ponad 10 zablokowanych

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

STOP Hejt! Przemyśl swoją opinię

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

25

lipca

Koncerty z widokiem na świa... Gdynia, Muzeum Emigracji

28

lipca

Piotr Polk Gdańsk, Amfiteatr

04

sierpnia

Michał Szpak - Dreamer Tour... Sopot, Tarasy przy Aquaparku

Kultura

Nietypowy koncert na schodach Gdyńskiej Szkoły Filmowej
Nietypowy koncert na schodach GCF
W potrzasku. O spektaklu "Pan Schuster kupuje ulicę"
O spektaklu "Pan Schuster kupuje ulicę"

Kulinaria

Planuj z nami tydzień

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Powieść Moniki Milewskiej pt. "Latawiec z betonu" opowiada o: