Wiadomości

stat

Nobility Stalk: Nie chcemy grać standardowo

Nobility Stalk: - Teksty nie są lekkie, ale nie przez wytyczne gatunkowe. Staramy się przekazać siebie - to, co czujemy i co myślimy, co leży nam na wątrobie.
Nobility Stalk: - Teksty nie są lekkie, ale nie przez wytyczne gatunkowe. Staramy się przekazać siebie - to, co czujemy i co myślimy, co leży nam na wątrobie. mat. prasowe

Nobility Stalk to gdański zespół, który po kilku latach poszukiwań, prób i błędów, w końcu wydał debiutancką epkę. "Taedium Vitae" jest materiałem trudnym w odbiorze, ale - jak zapewniają muzycy - w pełni oddającym ich uczucia wobec życia oraz otaczającego świata.



Patryk Gochniewski: Aż pięć lat zajęło wam wydanie pełnoprawnej epki. Dlaczego to tyle trwało?

Łukasz Rokicki: Wcześniej wydaliśmy dwa dema, które niejako ukazywały to, co gramy. Dopiero teraz, po zmianach składu oraz dobrym zgraniu, udało się wyklarować muzykę i koncepcję tego, co naprawdę chcemy tworzyć. To było pięć lat, ale graliśmy głównie hobbystycznie muzykę, która łączyła rap z rockowo-metalowym graniem. Mieszaliśmy motywy z różnych gatunków muzycznych, trochę improwizowaliśmy, robiliśmy to wszystko spontanicznie, a kawałki nie były spójne na dłuższy materiał. Dopiero z czasem znaleźliśmy wspólny punkt, który pozwolił nam na kombinowanie i stworzenie materiału na kształtną epkę. Wprowadziliśmy też kilka zmian, które pozwoliły nam ruszyć, zrobić materiał i wydać płytę: niższe strojenie gitar, odświeżenie składu (gitara, bas), praca nad wokalami (screamy, growle i czyste partie), nowe inspiracje. Obyśmy nie zwalniali tempa.

"Taedium Vitae" - zmęczony życiem. Faktycznie, ta płyta jest trochę zmęczona. Nie jest to energia napędzająca do działania, człowiek czuje się przytłoczony. To zamierzony efekt?

ŁR: Wyszło to zupełnie spontanicznie. Nie mieliśmy założenia, że właśnie tak ma być. Chcieliśmy odbić trochę od naszego "starego" grania i nie powielać rapcore'owych czy metalowych schematów. Materiał jest mocny, nie ma tam momentów do pośpiewania przy ognisku czy też potupania nóżką na weselu. Osobiście uwielbiamy słuchać takich klimatów: ciężko, emocjonalnie i szczerze. Tematycznie również nie jest lekko. Ponadto, w tym wypadku "Taedium Vitae" raczej należy interpretować jako "niechęć do życia", "wstręt do życia" - mały detal, ale jednak robi różnicę.

Przeczytaj też: Wywiad z zespołem Made in Poland

Teksty również nie są lekkie. Ale to też niejako wytyczne gatunków, w których się obracacie. Co was pchnęło do tej estetyki i co było punktem wyjścia przy komponowaniu epki?

ŁR: Teksty głównie tworzył Michał, ale utożsamia się z nimi cała kapela. Na co dzień jesteśmy wesołymi, normalnymi chłopakami, a w graniu staramy się dać upust temu, co nas złości, irytuje i siedzi gdzieś głęboko w środku.

Michał Dąbrowski: Życie - tak można by zwięźle odpowiedzieć na to pytanie. W każdym kawałku zostawiamy siebie. Teksty nie są lekkie, ale nie przez wytyczne gatunkowe - chociaż fakt, do reggae nie pasują. Staramy się przekazać siebie, to, co czujemy, to, co myślimy, co leży nam na wątrobie. I tak, dla przykładu, do napisania "Ciszy" inspiracją była konkluzja, w której zauważyłem, że jadąc na uczelnię, często wkładam słuchawki, ale nie włączam muzyki. Sama ta czynność sprawiała, że odcinałem się od otaczających mnie w autobusie ludzi i zajmowałem się swoimi sprawami. Słowa do "Świat umiera" powstały po obejrzeniu paru filmów dokumentalnych o zwierzętach, które w ciągu ostatnich stu lat wytępiliśmy z naszej planety. Przeszło mi przez myśl "wstyd mi, że jestem człowiekiem" - stąd ostatnie dwa wersy drugiej zwrotki. Nie oszukujmy się, najłatwiej pisze się w cięższych okresach naszego życia, ale nie ma w tym nic złego, jest to sposób na odreagowanie i poukładanie sobie myśli. "Taedium Vitae" może wydawać się kawałkiem depresyjnym, lecz każdy, kto czytał bądź oglądał "Lot nad kukułczym gniazdem", powinien pojąć konkluzję. Często nie jest tak, jak byśmy tego chcieli, przez co zamykamy się w sobie, zaczynamy widzieć wszystko w odcieniach czerni i budujemy sobie takie małe więzienie, w którym tkwimy. Jednak to wszystko siedzi w naszej głowie, tak jak to nawet ostatnio Zeus nawinął: "Możemy widzieć tylko walkę i ból lub pełno motyli pośród kwiatów dla Juna". Nie można się poddawać - trzeba walczyć o siebie, bo jak my sobie nie damy szansy, to nikt za nas tego nie zrobi. Punktem wyjścia co do estetyki i komponowania epki były przemyślenia i obserwacje.

"Taedium Vitae" to punkt zwrotny w waszej karierze? Longplay na horyzoncie czy jeszcze za wcześnie, żeby o tym mówić?

ŁR: Longplay będzie, ale trudno stwierdzić, kiedy. Każdy by chciał mieć długogrającą płytę i to jeszcze w Empiku na półce. Póki co mamy epkę, którą promujemy i staramy się ją jak najlepiej zaprezentować na naszych koncertach, wplatając w nią stare hity i nowe utwory. "Taedium Vitae" to pierwszy materiał wydany przez nas w postaci fizycznego krążka, który na razie całkiem nieźle się przyjął i sprzedaje. Teraz tworzymy świeży materiał, mamy kilka nowych pomysłów i staramy się je zrealizować.

Sporo już koncertów za wami, w tym jako zespół supportujący chociażby Hope czy Far'N'Hate. Macie też na koncie kilka wyróżnień. To pomaga w dalszym rozwoju, więcej jest propozycji grania?

ŁR: Tak. Mamy dema i epkę, mamy swój klip, za nami nagrania w Radiu Gdańsk, nagroda dla najlepszego studenckiego zespołu MUG 2014, sporo koncertów oraz grają nas w audycjach radiowych. Coraz częściej odzywają się do nas osoby związane z muzyką: blogerzy piszący recenzje płyt, kapele grające w podobnej stylistyce czy też osoby z różnych części kraju, żeby kupić naszą płytę. Takie sytuacje bardzo pomagają w promocji i działaniu, lecz trzeba jednak sporo własnych sił i wkładu, żeby wypromować swoje poczynania.


Co dalej? Bo za nowym wydawnictwem na pewno musi iść szersza promocja - ruszacie w kraj?

ŁR: Chcemy ruszać dalej. Póki co nie ogłosimy nic konkretnego, bo rozmowy są w toku. Jednak epka otworzyła nam wiele dróg, którymi możemy pójść. Coraz więcej propozycji czy koncertów przychodzi łatwiej niż kiedyś. Obecne czasy są dość specyficzne, a żeby wybić się z taką muzyką, potrzeba wielu starań i trochę szczęścia, żeby to się udało.

Nie będę ukrywał, że do waszej muzyki kompletnie mi nie pasuje okładka. Grafika bardziej przywołuje uliczny rap niż ciężkie brzmienia. Czy może to celowy zabieg, żeby pokazać różnorodność waszych inspiracji?

ŁR: Dużo rapu jest w naszej muzyce, więc w sumie to dobrze, że tak to odbierasz. Za okładkę odpowiada nasza znajoma, która na co dzień tatuuje ludzi w jednym z gdańskich studiów. Odręcznie ją narysowała według naszych wskazówek. Zabieg był celowy - bo, co by nie było, łączymy rap z ciężkim brzmieniem i w naszej muzyce oba te elementy się przeplatają, tworząc całość. Dlatego też myślimy, że taka grafika jest tak samo adekwatna, jak czarna okładka z gotycką czcionką.

MD: Poza tym grafika też kryje w sobie parę metafor - nie ma tu przypadku. Na przykład, w oryginalnym rysunku, pod naszym logo, kabel jest przerwany - co nawiązuje do "Ciszy", po drugie goryl jest gatunkiem chronionym - "Świat umiera". Dźwigi w tle symbolizują nie tylko to, że jesteśmy kapelą z Gdańska, ale także to, że nie jesteśmy kapelą lekką, co znowu łączy się z grafikami budynków, ulicy - czyli muzyką, jaką jest rap. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to tylko wkurzona małpa na tle stoczni, jednak ma ona swój ukryty przekaz, tak jak nasze teksty. Nie wszystko jest od razu widoczne. Poza tym, taka okładka, trochę w mangowym stylu, na pewno bardziej rzuca się w oczy niż kolejna czarna tekturka.

Wszystkie koncerty w Trójmieście



ŁR: Co do inspiracji - w zespole mamy ich wiele i rzeczywiście są różnorodne. Każdy z nas słucha innej muzy: od klasycznego rocka, rapu czy muzyki elektronicznej po brutal death metal, hardcore czy djent. Wszyscy uwielbiamy metalcore'owe granie, część z nas lubi wolno, ciężko i postmetalowo, a część nu-metal. Nobility Stalk to średnia tych wszystkich gatunków.

Czego możemy się po was spodziewać w najbliższej przyszłości - cały czas będzie to ciężar gatunkowy czy może znajdzie się też miejsce dla rapcore'owych przebojów?

ŁR: Czas pokaże, ale na pewno będziemy robić swoje. Planujemy pograć w innych częściach kraju, tworzyć dalej i uderzać do coraz większej liczby słuchaczy. Muzycznie będzie przede wszystkim ciężko, ale będą też chwytliwe, śpiewane refreny czy też melodyjne wstawki na instrumentach. Przede wszystkim gramy dla siebie i jakkolwiek sztampowo by to nie brzmiało, taka jest prawda. Daje nam to ten komfort, że nie boimy się bawić tą muzyką i cały czas rozwijamy siebie oraz naszą formułę. Najważniejsze dla nas jest to, aby nie grać standardowego rapcore'u i łączyć to z ciężkimi gatunkami, bez odwzorowania innych, istniejących już kapel. Rapcore'owy przebój już mamy - "To nie tak" z dema z 2015 roku - i niech już tak pozostanie (śmiech).

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (19)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

grudnia

Rewia - lata 20. lata 30. -... Gdynia, Konsulat Kultury

31

grudnia

Sylwester w Gdyni Gdynia, Skwer Kościuszki

31

grudnia

Sylwester Gdański Gdańsk, Park Oruński, Jar Wilanowski, Targ Węglowy, Molo w Brzeźnie

Kultura

Zaistnieć w grupie za wszelką cenę. O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
Nowy dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego
Nowy dyrektor Muzeum Morskiego

Kulinaria

Co zjemy i wypijemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?
Co zjemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów
Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane