Wiadomości

stat

Spitfish: oderwać się od normalności

David Zwolan: Spitfish jest trochę fanaberią, nie podchodzimy do tego z kamienną twarzą. Oczywiście, tworzenie muzyki traktujemy bardzo poważnie i świadomie, ale też puszczamy trochę oko w związku z tą horrorową koncepcją.
David Zwolan: Spitfish jest trochę fanaberią, nie podchodzimy do tego z kamienną twarzą. Oczywiście, tworzenie muzyki traktujemy bardzo poważnie i świadomie, ale też puszczamy trochę oko w związku z tą horrorową koncepcją. fot. Maja Meronk

Stare horrory i straszne opowieści zawsze miały w sobie coś pociagającego. Niektórzy są nimi tak zafascynowani, że znajdują w nich inspirację do tworzenia muzyki. Należy do nich chociażby gdański zespół Spitfish, który właśnie wydał swój debiutancki album "Penny Dreadful".



Patryk Gochniewski: Jak powstał Spitfish i co sprawiło, że jednoosobowy projekt przerodził się w tercet?

David Zwolan: Jak w większości przypadków, kiedy wpadniesz na jakiś pomysł, bez względu na to, czy jest to napisanie książki, czy zorganizowanie ogródka warzywnego. Kwestia tego, czy przekujesz ową ideę w realizację. Ja sobie ten zespół wymyśliłem, łącznie z muzyką, koncepcją i wizerunkiem. Jedynym sposobem na znalezienie muzyków było nagranie w pojedynkę kilku piosenek i próba zainteresowania ich nimi. Szczęśliwie udało się w końcu dobrać bardzo fajnych ludzi, sprawnych muzycznie, którzy są na tyle otwarci, aby zechcieli wczuć się w koncept Spitfish i być jego częścią.

Zobacz także: recenzje nowych płyt z Trójmiasta

Na swoim facebookowym fanpage'u piszecie, że wśród waszych inspiracji są Turbonegro, Monster Magnet i Gluecifer. Ale ja tu widzę jeszcze multum innych - wokal trochę jak Alice in Chains, muzycznie czasem słychać wpływy Metalliki czy Smashing Pumpkins, wizerunkowo gdzieś między Ghost a Slipknotem, a grafika płyty łączy w sobie Billy Talent ze Stone Sour. Dużo tego.

Spitfish jest trochę fanaberią, nie podchodzimy do tego z kamienną twarzą. Oczywiście, tworzenie muzyki traktujemy bardzo poważnie i świadomie, ale też puszczamy trochę oko w związku z tą horrorową koncepcją. Kanwą muzyki Spitfish jest rock, jednak jest to tylko punkt wyjścia w komponowaniu. Ściągamy z popu, z metalu, z punka... Wszystko, co zabrzmi ciekawie na próbie, ma szanse wpisać się w konwencję Spitfish, jeżeli tylko uda się to przekuć na naszą modłę i zabrzmi to ciekawie. Osobiście lubię nazywać naszą muzykę "rocknoir", bo staram się, żeby w każdej kompozycji pod względem tekstowym i muzycznym były jakieś elementy "creepy-spooky". Po prostu to lubię.

Podoba mi się wasze brzmienie. Jest osadzone w brudnym rocku lat 90., ale czy jest jeszcze miejsce na taką estetykę?

Nie mam pojęcia, czy jest. To są tylko dźwięki, które układają się w piosenki, które to z kolei się komuś podobają lub nie. Nie zaprzątam sobie zbytnio głowy tym, czy ta muzyka przywodzi na myśl lata 60. czy 90. Każda potwora znajdzie swego amatora (śmiech). Poza tym w latach 90. powstało mnóstwo bardzo ciekawej rock'and'rollowej muzyki. Gdybym miał próbować znaleźć jakieś podobieństwo do zespołów z tamtego okresu, to chyba najbliżej nam jest do KingsX.

Najbliższe rockowe koncerty w Trójmieście - nie przegap żadnego


Postanowiliście ukryć twarze i nazwiska - dlaczego? Rozumiem, że idealnie pasowało to do groteskowo-horrorowego konceptu.

Dla mnie zawsze bardzo istotny jest aspekt wizualny zespołu. To, jak wygląda zespół, dodatkowo stymuluje wyobraźnię podczas słuchania jego muzyki. Scena rządzi się swoimi prawami, koncert jest zawsze rodzajem spektaklu, także dramaturgia koncertu jest dla mnie ciekawsza, kiedy zespół w jakiś sposób wygląda. To jest po prostu wartość dodana do muzyki. Kiedy oglądam nawet najlepszych muzyków, którzy wyglądają jak sąsiedzi z naprzeciwka, taki koncert mi się szybko nudzi. Na koncert lub do teatru chodzi się po to, żeby oderwać się na chwilę od normalności, od szarzyzny.

Sąsiad w szarym swetrze albo rozciągniętym t-shircie nie pobudza zmysłów.

A dobry spektakl czy widowisko owszem, bo oglądając je pozwala mi na chwilę zapomnieć, że sam mam na sobie szary sweter. Sama stylistyka Spitfish wywodzi się z mojej fascynacji starymi horrorami z lat 50. - Vincent Price, Bela Lugosi, Boris Karloff. Lubię się bać, zwłaszcza kiedy groza jest przerysowana.

Stąd więc pomysł na tego rodzaju teksty. Jesteście fanami starych strasznych opowieści.

Zależy mi na tym, żeby Spitfish było spójną całością. Może w ten sposób - jako że zespół ma koncepcję dość mroczną, inspirowaną filmami noir, każda piosenka lub tekst jest luźno inspirowany jakąś historią pojawiającą się gdzieś, w jakimś stareńkim, czarno-białym horrorze. Czy to wątek szaleńca, czy też rozdzielonych dramatem kochanków i tak dalej.


"Penny Dreadful" to tytuł waszego debiutu. Ale nie ma na tej płycie tanich chwytów rodem z książek z tej serii.

Nasze "klimaciarstwo" jest trochę takim tanim chwytem. Stąd tytuł płyty. Lubimy tandetę, o ile jest ona świadomie zaaranżowana. Nie ma nic gorszego niż tandeta nieświadoma (śmiech).

Zobacz także: Made in Poland - Za niczym nie gonimy

Kiedy można się spodziewać albumu w wersji fizycznej i jak chcecie się promować?

Forma fizyczna płyty jest już prawie gotowa. Niebawem chcemy oddać ją w wasze ręce. Będziemy ją promować wszystkimi możliwymi sposobami.

Jesteście dopiero na początku, widać to chociażby po liczbie like'ów na fanpage'u. Dajecie sobie jakiś termin na uzyskanie określonej rozpoznawalności czy nigdzie się nie spieszycie? A może jakiś talent-show?

Owszem, Spitfish jest bardzo świeżutkim projektem. Jesteśmy niezależnym zespołem, także zdajemy sobie sprawę z tego, że to, czy trafimy z naszą muzyką dalej czy bliżej zależy tylko i wyłącznie od nas. Rozglądamy się za promotorem, który wejdzie w nasz klimat i będzie chciał pomóc w promowaniu naszych pięknych pomalowanych twarzy. W naszym wypadku żadne konkursy ani talent-show nie wchodzą w grę. Nie chciałbym, aby ktokolwiek, nie będąc dla mnie autorytetem muzycznym, oceniał moją muzykę. Nie o to mi chodzi.

Zobacz także: ŁYKO - Czujemy wielką satysfakcję

Okres jesienno-zimowy chyba najbardziej sprzyja prezentacji waszego materiału - będzie można was gdzieś zobaczyć?

Oczywiście, planujemy serię koncertów promocyjnych. Jest to jednak zawsze dość duże logistyczne przedsięwzięcie, niemniej jednak koncerty będą. Zaczynamy od Trójmiasta, później prawdopodobnie Warszawa. Chcielibyśmy już teraz wszystkich serdecznie zaprosić na koncert promujący wydanie naszego albumu. Mamy nadzieję, że już niebawem będziemy w stanie podać konkretną datę.

Dodaj zdjęcie do artykułu

Opinie (15)

Dodaj opinię

Dodaj opinię

Odpowiedz

Regulamin dodawania opinii

zamknij

Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

30

grudnia

Rewia - lata 20. lata 30. -... Gdynia, Konsulat Kultury

31

grudnia

Sylwester Gdański Gdańsk, Park Oruński, Jar Wilanowski, Targ Węglowy, Molo w Brzeźnie

31

grudnia

Sylwester w Gdyni Gdynia, Skwer Kościuszki

Kultura

Zaistnieć w grupie za wszelką cenę. O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
O musicalu "Chłopcy z Placu Broni"
Nowy dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego
Nowy dyrektor Muzeum Morskiego

Kulinaria

Co zjemy i wypijemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?
Co zjemy na Jarmarku Bożonarodzeniowym?

Planuj z nami tydzień

Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów
Planuj tydzień: dużo dobrych koncertów

Wygraj bilety,
sprawdź nasze konkursy

    Najczęściej czytane