Życie, hej, to ja! 30 lat na scenie Tomasza Łosowskiego

Tomasz Łosowski obchodzi właśnie jubileusz 30-lecia pracy artystycznej. Trzy dekady to czas, w którym zagrał na perkusji na kilkudziesięciu różnych płytach u wielu wykonawców prezentujących rozpiętość stylistyczną od jazzu po pop. W tym okresie udało mu się jednak również stworzyć kilka projektów solowych. Teraz, singlem "Życie, hej, to ja!", promuje swój dwupłytowy album z kategorii the best of.



Zbliżające się koncerty rockowe w Trójmieście



Patryk Gochniewski: 30 lat - szmat czasu. Jak byś podsumował ten okres, jesteś zadowolony?

Czy znasz twórczość Tomasza Łosowskiego?

Zobacz wyniki (205)
Tomasz Łosowski: Zdecydowanie tak. Jestem szczęśliwym człowiekiem i spełnionym muzykiem. Mówię to szczerze, bez lukrowania. Przez ten długi okres miałem okazję pracować z najwybitniejszymi muzykami w naszym kraju, reprezentującymi bardzo szerokie spektrum stylistyk muzycznych - od jazzu, rocka przez pop, aż do muzyki elektronicznej. Mieli oni - i nadal mają - wpływ na moją osobę, wrażliwość, muzykalność. Miałem też to szczęście nagrywać z nimi płyty, grać koncerty. Jestem zadowolony, ale ciągle mam w sobie otwartość i ochotę na więcej.

Jesteś uznawany za jednego z najlepszych polskich perkusistów - zgadzasz się z tym, czy to komplementy na wyrost?

Cieszę się, że sporo ludzi coś widzi w moim graniu. Największy komplement, który co jakiś czas słyszę, to kiedy ktoś mówi, że mam swój styl i brzmienie. Myślę, że w świecie sztuki jest to najważniejsza i zarazem najtrudniejsza rzecz do osiągnięcia  - odcisnąć swoje piętno, zostawić rozpoznawalny ślad.

No dobra, ale co z tą jakością?

Pytanie, czy jesteś najlepszy, moim zdaniem, jest trochę źle postawione - bo muzyka to nie sport, to nie konkurs o "Złotą Piłkę". Życie uczy mnie pokory. Ale też staram się nie ulegać fałszywej pokorze, która jest lustrem pychy. Stając w prawdzie, stwierdzam, że przede mną jeszcze wiele rzeczy do odkrycia, ale z drugiej strony znam też swoją wartość. Przez wiele lat pracowałem, spędzając za instrumentem ogromną ilość czasu. Nie szedłem w muzyce na skróty. Starałem się uczciwie ćwiczyć na instrumencie. Chciałem być przede wszystkim bardzo dobrym muzykiem, a nie celebrytą i przy okazji jakimś tam muzykiem.

Zdrowie podejście.

Staram się. Jeżeli komuś daję radość moim graniem, moją muzyką i ktoś mnie chwali - zawsze dziękuję. Pochwała czy też oklaski na scenie często są dla mnie jedyną nagrodą za moją wieloletnią pracę. Z kolei w drugą stronę - absolutnie nie przejmuję się tym, że ktoś mnie skrytykuje. Świat jest bardzo różnorodny. Rozumiem też, że nie wszystkim moja muzyka czy gra musi się podobać. Robię swoje i nie uzależniam się od tego, co myślą o mnie ludzie.

Na swoim koncie masz kilkadziesiąt płyt, ale autorskich projektów zaledwie kilka. Z czego to wynika - perkusiście trudniej jest nagrać płytę?

Moim zdaniem, czy ktoś gra na perkusji, czy na basie nie ma tu znaczenia. Po prostu doba ma tylko 24 godziny. Tworzenie nowych projektów - szczególnie autorskich - jest bardzo czasochłonne. Skomponowanie nowego materiału, nagranie wersji demo, zaproszenie muzyków, gości, próby, potem sesje studyjne, proces zgrania materiału, dogadywanie się z wytwórnią, projektowanie okładki, promocja - to wszystko rozciąga się w czasie w nieskończoność. U mnie jest to proces, który trwa od roku do dwóch, trzech lat. Tu trzeba też zaznaczyć, że nie jest to działalność zarobkowa. Jest totalnie odwrotnie  - bo trzeba jeszcze za to wszystko... zapłacić (śmiech).

Tomasz Łosowski: Cieszę się, że sporo ludzi coś widzi w moim graniu. Największy komplement, który co jakiś czas słyszę, to kiedy ktoś mówi, że mam swój styl i brzmienie. Myślę, że w świecie sztuki jest to najważniejsza i zarazem najtrudniejsza rzecz do osiągnięcia  - odcisnąć swoje piętno, zostawić rozpoznawalny ślad.
Tomasz Łosowski: Cieszę się, że sporo ludzi coś widzi w moim graniu. Największy komplement, który co jakiś czas słyszę, to kiedy ktoś mówi, że mam swój styl i brzmienie. Myślę, że w świecie sztuki jest to najważniejsza i zarazem najtrudniejsza rzecz do osiągnięcia  - odcisnąć swoje piętno, zostawić rozpoznawalny ślad. Marcin Maziej
W związku z tym konieczne jest postawienie sobie priorytetów.

Tak, to właśnie o nich muszę przede wszystkim myśleć. Gram w kilku projektach równolegle - koncerty, próby, nagrania. Do tego dochodzi troska o rodzinę, życie codzienne, które jest pełne spraw. Inna rzecz - mam ostatnio wrażenie, że czas jakoś przyspieszył. Wstaję rano, ledwo się za coś zabieram - a tu już ciemno za oknami.

Czytaj także: Debiutancka płyta Filipa Havekera



Z okazji jubileuszu ukaże się dwupłytowe wydawnictwo, na którym znajdą się twoje autorskie kompozycje. Promuje je jednak nowy utwór, "Życie, hej, to ja!". Tekst napisał Jacek Cygan. O czym opowiada?

Wytwórnia muzyczna MTJ wydała moją jubileuszową płytę, za co bardzo dziękuję. Tekst piosenki jest bardzo życiowy. Cieszę się, że Jacek Cygan zgodził się go napisać do mojej kompozycji. Jak wiele tekstów tego autora, jest on wartościowy choćby w tym sensie, że może skłonić słuchacza do jakiejś refleksji na temat własnego życia. Każdy może go po swojemu zinterpretować i wynieść coś dla siebie. 

Swoją profesjonalną przygodę z muzyką rozpocząłeś w Kombi. I ten utwór niejako nawiązuje do lat świetności zespołu twojego ojca. Lata 80. są znowu na topie?

Wiesz... ja nie wiem co jest na topie (śmiech). Nie śledzę tego z wypiekami na twarzy. Jestem dość sceptycznie nastawiony do różnych trendów. Mody są też często sztucznie kreowane. Pamiętajmy, że przemysł muzyczny to całkiem spory biznes. Ja tworzę muzykę przede wszystkim dla przyjemności, a nie wyłącznie z nastawieniem na materialny zysk. Jak widzę, że moja muzyka daje ludziom radość, to wtedy mnie to cieszy. 

Opowiedz o singlu "Życie, hej, to ja!".

Partie instrumentalne utworu zostały nagrane na przestrzeni lat 1999-2001. Na początku zrobiłem aranż na klawiszach. Potem dograłem bębny. Wojtek Pilichowski nagrał bas, a Jacek Królik gitary. W tych zarejestrowanych śladach jest klimat i jakiś duch tamtych lat. Nie jest to nagrane dzisiaj pod tamte lata, bo teraz jest to modne. Dlatego sądzę, że jest to bardzo autentyczne. Z kolei wielkie brawa należą się Justynie Panfilewicz, która wokal dośpiewała w tym roku i zrobiła to świetnie. Tonacja była już z góry ustalona. Nie można było jej zmienić. To pokazuje, jak wielkie możliwości wokalne posiada.


Co dalej - jakie plany ma Tomek Łosowski? Może nie na kolejne 30, ale kilka lat do przodu.

Najciekawsze jest to, że nie wiem, czy dożyję jutra, czy do końca tygodnia (śmiech). Trzydzieści lat to dość sporo... Chciałbym niewątpliwie robić to, co do tej pory, póki zdrowia i sił starczy. Nagrywać płyty, tworzyć nowe projekty, koncertować, komponować, prowadzić warsztaty muzyczne. Taką drogę obrałem od początku i będę starał się kroczyć nią dalej.

Opinie wybrane


wszystkie opinie (42)

alert Portal trojmiasto.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.

Najnowsze

więcej artykułów »

Wydarzenia

Kazik
Kazik
rock / punk
mar 11
piątek, g. 20:00
Gdańsk, Stary Maneż
IRA
IRA
rock / punk
mar 12
sobota, g. 17:00
Gdańsk, Filharmonia Bałtycka
Pat Metheny - Side Eye
Pat Metheny - Side Eye
jazz
cze 3
piątek, g. 20:00
Sopot, Opera Leśna

Nowe Lokale

Sprawdź się

Sprawdź się

W którym klubie w latach 60. gospodarzem był Krzysztof Klenczon?