Wiadomości

Do Hollywood po marzenia. Historia muzyka z Gdyni

Studenci w Los Angeles spędzają w szkole całe dnie (i noce), szlifując swoje umiejętności.
Studenci w Los Angeles spędzają w szkole całe dnie (i noce), szlifując swoje umiejętności. Fot. archiwum prywatne

Muzykę kochał od zawsze, marzył też o studiach i pracy w Stanach Zjednoczonych. Jego marzenia się spełniły i teraz pracuje w Hollywood. Rafał Maciejski, młody muzyk pochodzący z Gdyni, postanowił podzielić się z nami swoją historią.



Kursy muzyczne w Trójmieście


Od urodzenia mieszkał w Gdyni-Dąbrowie, a po maturze wyjechał na studia do Los Angeles, gdzie uczy się i robi to, o czym zawsze marzył. Opowiedział nam o życiu w Hollywood, jego zaletach i wadach, różnicach, które go zaskoczyły, oraz pracy ze znanymi muzykami.

Julia Rzepecka: Kiedy wpadłeś na pomysł, by wyjechać? Skąd zainteresowanie muzyką?

Rafał Maciejski: Moja przygoda z muzyką zaczęła się, kiedy miałem 10 lat. Bardzo dużo czasu spędzałem, słuchając muzyki, odkrywając nowe piosenki i gromadząc utwory w swojej bibliotece. W końcu pomyślałem, że skoro słuchanie sprawia mi przyjemność, czemu nie spróbować czegoś więcej. Zacząłem uczyć się obsługi oprogramowania do tworzenia muzyki. Na początku było bardzo trudno, aż po jakimś czasie się poddałem i odinstalowałem program...

Nie na długo na szczęście...

Tak, wkrótce powróciłem nawet z większym zaangażowaniem. Postanowiłem, że nauczę się wszystkiego, co tylko możliwe o tym oprogramowaniu. Internet był bardzo pomocny. Czas leciał, a ja zacząłem miksować muzykę na laptopie. Pierwsze wstydliwe występy publiczne miałem na szkolnych dyskotekach. Rodzice bardzo mnie wspierali, to od nich dostałem swój pierwszy sprzęt. Wkrótce z kolegą założyliśmy zespół, w którym byłem DJ-em. Graliśmy utwory Beastie Boys czy Rage Against the Machine. Później kupiłem pierwsze w życiu klawisze - mały kontroler, który można było podłączyć do komputera. Nie miałem żadnego wykształcenia muzycznego. Grałem ze słuchu - nie znałem żadnych skal, nie znałem akordów. Jedyne, co miałem, to pasja do muzyki. Po prostu grałem to, co brzmiało dobrze i nie raniło uszu. Może to dobrze, ponieważ nie miałem żadnych ograniczeń - odkrywałem nowe dźwięki. Zacząłem uczęszczać na prywatne lekcje gry na pianinie i uczyć się czytać nuty. Z zespołami zaczęliśmy grać koncerty w Klubie Muzycznym Ucho, w Młodzieżowym Domu Kultury w Redzie i wielu innych miejscach. Nigdy nie przyciągnęliśmy więcej niż 100 osób.

Pewnego dnia mój tata mnie zaskoczył i zadzwonił do studia nagrań Velur (obecnie Tall Pine Records w Kolbudach). Udało mi się zostać tam praktykantem. Nie zapomnę zapachu sprzętu i akustyki tego studia. Zacząłem pomagać jako asystent przy koncertach na żywo. Pracowałem z takimi artystami, jak: Reni Jusis, Kasia Lins, Piramidy, Akademia Rocka Gdańsk, Pivo, Loka, Bokka, Lao Che. W tym samym czasie zacząłem praktyki jako realizator dźwięku w przepięknym Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku. Oprócz koncertów miałem okazje poznać sekrety produkcji przedstawień teatralnych. Powoli zacząłem myśleć o przyszłości, uczęszczałem do VI Liceum w Gdyni i skupiłem się na pisaniu matury jak najlepiej.

W dzieciństwie dla żartu mówiłem, że wyjadę studiować do Stanów Zjednoczonych. Nigdy nie myślałem, że to marzenie się spełni. Któregoś dnia w studiu polecono mi szkołę w Los Angeles. Tak usłyszałem o Musicians Institute CollegeHollywood.

Czy trudno było zorganizować wyjazd? Wiza, znalezienia zamieszkania, finanse, kontakty?

Wyjazd był trudny. W wieku 19 lat wyprowadziłem się prawie 10 tys. kilometrów z dala od moich rodziców, z którymi mieszkałem całe życie. Nie za dużo wiedziałem o Kalifornii. Pierwszy raz dzwoniłem do mamy, żeby zapytać, jak zrobić pranie i czy 2 dolary za karton mleka to drogo. Przeprowadzając się, miałem ze sobą cztery walizki. Teraz, po prawie czterech latach, wciąż zawsze wracam do Los Angeles z wypakowanymi po brzegi torbami.

Jeśli chodzi szkołę, to każda osoba. która jest zainteresowana nauką, zostaje przydzielona do doradcy, który we wszystkim pomoże. Musiałem zdać wstępny, ale bardzo łatwy test z języka angielskiego i wysłać kilka swoich nagrań. Zostałem przyjęty. Zdecydowałem się na półtoraroczny program realizacji dźwięku i gry na klawiszach. Szkoła załatwiła też wszystkie sprawy związane z wizą studencką. Musiałem jechać do ambasady w Warszawie, ale proces ten nie był trudny.

Szkoła szkołą, ale co po niej? Praca czeka na artystów w Los Angeles?

Problem zaczyna się po skończeniu szkoły - zostać w Stanach i legalnie pracować. Mieszkania w Los Angeles są bardzo drogie. Średnio za apartament z jedną sypialnią, łazienką i kuchnią miesięcznie płaci się 8 tys. zł. Szkoła pomogła mi ze znalezieniem współlokatorów. Mój pierwszy pokój dzieliłem z dziewczyną z Paryża i chłopakiem z Nowego Jorku. Finansowo było trudno, ale dziękuję moim rodzicom za pomoc w spełnieniu marzeń.

W Stanach bardzo popularne są kredyty studenckie, które pomagają młodym ludziom zapłacić za wymarzone studia i później je spłacić z bardzo niskim oprocentowaniem albo nawet bez. Istnieje też opcja pracy na kampusie szkolnym. Praca poza kampusem w okresie studenckim jest nielegalna, ale mimo to wiele osób łapie się małych zadań.

Przyjeżdżając do Los Angeles, zostawiłem całą moją rodzinę i znajomych w Polsce, było to bardzo trudne. Mimo to nie bałem się przeprowadzki. Tęskniłem, oczywiście, ale byłem za bardzo podekscytowany szkołą i zmianą otoczenia. Nie znałem nikogo, ale po pierwszym dniu zajęć zobaczyłem, że każdy jest bardzo miły i nie jestem jedynym, który właśnie się przeprowadził. Szkoła zorganizowała nam spotkania zapoznawcze i już trzeciego dnia byłem klawiszowcem w zespole kolegi ze Szwecji.

Jak wyglądają takie studia w Los Angeles? Czy jest trudno?

Same studia nie były trudne. Nauczyciele są wyrozumiali, mówią powoli i wiedzą, że ludzie przyjeżdżają do szkoły z całego świata. Poziom nauki bardzo mi zaimponował. Moimi nauczycielami byli weterani w branży: Adam Kagan (który nagrywał z takimi artystami, jak: Kanye West, Elton John, The Chainsmokers), Mikal Reid (Alice Cooper, Ben Harper, Mick Jagger, Aerosmith), Francis Buckley (Black Flag, Aerosmith, Quincy Jones, Celine Dion). Każdy z nauczycieli ma przynajmniej jedną nagrodę Grammy. Właśnie wtedy zrozumiałem, że przeprowadzka do Los Angeles była najlepszym wyborem i że znalazłem się w samym środku przemysłu muzycznego. Nie ma lepszego miejsca na ziemi, jeśli chodzi o tę branżę.

Szkoła nigdy mnie nie przytłoczyła, mimo że nauki było dużo. Spędzałem całe dnie w szkole. Przychodziłem nie wcześniej niż o 10 i zostawałem do 2 w nocy, ćwicząc i przygotowując się na zajęcia. Po lekcjach miałem zawsze próby z zespołami. Oprócz książek studenci mogą wypożyczyć instrumenty - gitary, bas, mikrofony, statywy, a nawet klawisze. Wszystko można zarezerwować na portalu internetowym. Zazwyczaj na zajęciach nie było więcej niż kilku uczniów. W całej szkole jest około tysiąca osób.

Jak żyje się w Hollywood? Spotykasz gwiazdy na ulicach? Jak bardzo różni się codzienność od życia w Polsce?

Jest dużo zalet, ale też dużo wad życia w Hollywood. Budzenie się przy dźwięku helikopterów, policyjne pościgi, masy turystów i niekończące się korki. Hollywood Blvd, koło którego pracuję, wiecznie jest zamknięty z powodu premier filmowych i wielkich gwiazd na czerwonym dywanie. Na ulicach jest mnóstwo bezdomnych. Klimat jest inny - wieczne słońce i nie więcej niż dwa tygodnie deszczu w roku. Domy są budowane inaczej, bo nie ma zimy, ale są trzęsienia ziemi. Nawet samochody wyglądają inaczej.

Los Angeles nie ma jednego centrum, jest bardzo rozciągnięte i w korkach można spędzić nawet trzy godziny, żeby przejechać na drugi koniec miasta. Autostrady i drogi są za to świetnie rozwinięte. Większość głównych dróg ma nie mniej niż trzy pasy ruchu w każdą stronę, a niektóre nawet siedem.

Jeśli chodzi o finanse, to najniższa płaca to około 60 zł za godzinę (14,25 dol.). Oczywiście to tylko najniższa stawka, większość ludzi potrafi zarobić więcej. Właśnie dlatego mieszkania są drogie.

Cykl Trójmiejskie zespoły



Ludzie są bardziej otwarci, dużo czasu spędzają na zewnątrz i w kawiarniach, dlatego że pogoda na to pozwala. Prawie każdy większy dom ma basen. W restauracji zawsze wypada zostawić napiwek 10, 15 albo 20 procent. Czasami spotykam gwiazdy i jestem przyzwyczajony, że gdy idę coś zjeść, to osoba siedząca koło mnie może być sławna.

Poza tym Kalifornia jest przepiękna, bez problemu można pojechać na plaże i w góry na narty jednego dnia.

Jakie różnice najbardziej cię zaskoczyły? Jakie były najłatwiejsze, jakie najtrudniejsze do zaadaptowania?

Na pewno wielką różnicą jest rozmiar wszystkiego. Dystanse są ogromne, wszystko jest rozciągnięte i przez korki trzeba doliczyć przynajmniej jedną godzinę do wszystkiego, co się robi. Są też mniejsze różnice, takie jak na przykład drobne wynalazki kuchenne, których nigdy w życiu nie widziałem, dopóki nie przyjechałem tutaj. Jedna niemiła różnica to na pewno domy budowane z płyt kartonowo-gipsowych. Nieraz dostałem skargi od sąsiadów, że za głośno rozmawiam ze współlokatorem.

Z kim dotychczas udało ci się współpracować?

Za granicą pracowałem jako realizator dźwięku i kierownik produkcji m.in. dla: Green Day, Of Monsters and Man, Blackbear, The Roots, 2 Chainz, Bad Religion, Bastille, Esperanza Spalding, Magic Giant, Post Malone, Robin Thicke, Steve Vai, Jason Derulo, Jacob Collier, Ice Cube, Quincy Jones. Z różnymi zespołami podróżowałem już po prawie całych Stanach Zjednoczonych, byłem w Kanadzie, Szwajcarii, Szwecji i Turcji.

Hollywood Nightmare - Scary AF:

Mówisz, że wszystko jest możliwe, jeśli bardzo się chce. Czy młoda osoba z trudnego środowiska i bez wsparcia lub zaplecza finansowego może zrealizować swoje marzenia o przeprowadzce do Stanów? Co poradziłbyś osobom, które o tym myślą, a nie mają pojęcia, jak się do tego zabrać?

Wszystko jest możliwe, trzeba tylko w to wierzyć, wybrać sobie cel, nieustannie do niego dążyć i nie poddawać się. Zaplecze finansowe na pewno by pomogło. Niestety nie da się przyjechać tutaj bez żadnych pieniędzy. Chyba że ma się pewną ofertę pracy. Dla osób, które myślą o przeprowadzce, największym problemem będzie pewnie wiza. Poznałem tutaj wielu Polaków, którzy przyjechali 20 lat temu, kiedy granice były otwarte. Na pewno polecałbym przylecieć tutaj najpierw na wizie turystycznej, nawet tylko na tydzień, zorientować się i zdecydować, czy ta przeprowadzka jest dobrym pomysłem. Los Angeles jest miejscem, gdzie marzenia się spełniają, ale za dużą cenę. Cenę nieustannego dążenia do celów, pracowania całymi dniami i nocami i poświęcania się swojej karierze.

Tęsknisz czasem za rodzinnym miastem? Za czym najbardziej?

Tęsknię. Za miastem, za rodziną, za znajomymi, których zostawiłem. Polskę zazwyczaj odwiedzam raz w roku na święta w grudniu. Zawsze miło jest wrócić, pogadać ze znajomymi i zobaczyć, jak miasto się rozwija. Czasami brakuje mi biegania na SKM-kę albo na trójmiejskie autobusy. Na pewno nie tęsknie za pogodą (śmiech).

Stany są obecnie krajem z największą liczbą zachorowań na koronawirusa. Jak wyglądają tam obostrzenia i życie w czasie pandemii? Jak ta sytuacja wpłynęła na twoją pracę? Jakie jest podejście Amerykanów do tego tematu?

Los Angeles jest na pewno jednym z gorszych miejsc, gdzie można przebywać w czasie pandemii. W Kalifornii maski są obowiązkowe, ale w niektórych miejscach atmosfera jest rozluźniona i ludzie nie siedzą w domu. Ostatnio miasto powoli zaczęło się otwierać, ale przez demonstracje w Los Angeles wszystko zostało sparaliżowane i pozamykane. Aktualnie przebywam około 150 km na południe od Los Angeles, w połowie drogi do San Diego. Jest tu znacznie bezpieczniej, o wiele mniej ludzi i niektóre restauracje są już otwarte. Liczba wpuszczanych osób jest kontrolowana, pracownicy sprawdzają temperaturę przy wejściu, a stoliki są rozstawione w większych odstępach.

14

sierpnia

Nocne Podglądanie Wszechświata Gdańsk, Hevelianum

23

sierpnia

Kasia Kowalska akustycznie Sopot, Amfiteatr Tarasów przy Aquaparku

26

sierpnia

Fine Dining Week Trójmiasto,

Kultura

Muzeum Gdańska kupiło 330-letnie bursztynowe szachy za ok. 2,4 mln zł
Bursztynowe szachy za 2,4 mln zł
Pełen niespodzianek koncert Kwiatu Jabłoni
Kwiat Jabłoni zagrał w Operze Leśnej

Kulinaria

Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą
Trójmiejskie klubokawiarnie z duszą
Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie
Jemy na mieście: Mnie to rybka w Brzeźnie

    Najczęściej czytane

    Sprawdź się

    Największy teatr w Gdyni to: